piątek, 18 kwietnia 2014

Jezus Chrystus i terroryści


  Wielkanoc to czas wzmożonych pielgrzymek do Ziemi Świętej. Z religijnych pobudek, pełni nadziei w sercu, wyruszamy na spotkanie z miejscami, które były świadkami historii rozgrywającej się około dwóch tysięcy lat temu. Uduchowieni i żyjący reminiscencjami wielkich wydarzeń zapominamy, że to z pozoru pełne świętości miejsce od lat pogrążone jest w stanie cichej wojny, a symbole wewnętrznych konfliktów widoczne są niemal w każdym zaułku tego magicznego kraju.



Z lotu gołąbka pokoju


Zwiedzanie Jerozolimy najlepiej zacząć od wycieczki na Górę Oliwną, z której rozpościera się znakomity widok na całe miasto. Już z tej perspektywy widoczne są podziały obecne w mieście. Gdy tuż za naszymi plecami rozbrzmiewa dramatyczne wezwanie muezzina do południowej modlitwy, po drugiej stronie ulicy słychać dzwony katolickich świątyni. Mozaikę religijną oraz kakofonię dźwięków uzupełnia widok Żydów składających w milczeniu hołd swym przodkom na pobliskim cmentarzu.

 Widok z Góry Oliwnej to najbardziej charakterystyczne ujęcie Jerozlimy

 Punkt widokowy na Górze Oliwnej pozwala również na obserwację murów obronnych okalających Stare Miasto. Wśród wszystkich bram, uwagę większości turystów zwraca uwagę jedyne zamurowane przejście. Brama Złota od wieków była przedmiotem sporów między Żydami a muzułmanami. Według podań to właśnie przez nią ma wejść do miasta w Dniu Sądu Ostatecznego Mesjasz. Oczywiście odwiedziny Mesjasza nie są dla wyznawców islamu oczekiwane i szczególnie miłe. Jako innowiercy zostaliby najpewniej skazani i musieliby pokutować. Zaradni muzułmanie, aby zniweczyć plany odkupiciela oraz zagrać na nosie nielubianym sąsiadom, bramę zamurowali.  Zrozpaczeni Żydzi postanowili rozwiązać dręczący ich (oraz prawdopodobnie Mesjasza, który nie ma jak do miasta wejść) problem i na szczycie bramy postawili składaną kładkę. Gdy tylko Zbawiciel będzie zbliżał się do Jerozolimy mostek zostanie złożony i spokojnie będzie można przejść do działania. Jak mówi znane przysłowie- potrzeba matką wynalazków.

 Zamurowane przejście. Znad zabudowania wystają daszki wieżyczek strażniczych- na posterunku zawsze są wojskowi wypatrujący nadejścia Mesjasza.

Spacerem po Dżihad


Wędrówka po Jerozolimie najczęściej przebiega szlakiem Via Dolorosa. Jeden z najsławniejszych traktów na świecie prowadzi od siedziby Poncjusza Piłata aż do Bazyliki Grobu Pańskiego. Wystarczy jednak choć na chwilę oddalić się od pełnej turystów i sklepików z tandetą ulicy, by poczuć atmosferę prawdziwej Jerozolimy. Miasta podzielonego i pełnego niepokoju. Klucząc krętymi uliczkami mija się dzielnice żydowskie z dumą podkreślające swą narodowość oraz enklawy arabskie, pełne palestyńskich flag i buntowniczych, narodowowyzwoleńczych haseł na murach. Warto zapuścić się również do dzielnic ormiańskich, w których panuje apolityczna, nieco leniwa i swojska atmosfera.

 Wetknięte w każde możliwe miejsce symbolizują przynależność norodowo-religijną mieszkańców.

W dzielnicach sympatyzujących z Ruchem Wyzwolenia Palestyny bez żadnych problemów można kupić koszulki z symbolami Hamasu, Hezbollahu czy Dżihadu, które uchodzą za ostatni krzyk mody wśród zagranicznych turystów. Wśród przybyszy krążą legendy opiewające czyny i wątpliwą odwagę turystów, którzy mimo wzmożonych kontroli na przejściach granicznych i lotniskach zdecydowali się przeszmuglować owe t-shirty do swoich ojczyzn. Ot, kolejny souvenir…


Gdzie ten Jezus?!


Via Dolorosa wieńczy Bazylika Grobu Pańskiego- jedna z najbardziej niepozornych świątyni na świecie. Gdyby nie tłumy turystów wejście spokojnie można by ominąć. Wnętrze jest równie zaskakujące, jednak decydują o tym zgoła inne przyczyny.


Przez wieki niszczona i odbudowywana, przerabiana i powiększana Bazylika stanowi swoisty labirynt dla każdego pielgrzyma. Sam fakt, że dzisiaj nad świątynią sprawują pieczę zarówno katoliccy franciszkanie, jak i duchowni prawosławni oraz wspólnoty mnichów etiopskich i koptyjskich może przyprawić o zawrót głowy. Gdyby nie oznakowanie oraz cierpliwi opiekunowie Bazyliki odpowiadający na każde pytanie turystów, samo zwiedzanie mogłoby zabrać cały dzień. 


Płacz i zgrzytanie zębami


Spod Bazyliki Grobu Pańskiego wycieczki najczęściej udają się pod pobliską Ścianę Płaczu. Krótki spacer kończy dokładna kontrola paszportowa oraz bagażowa przy bramce wejściowej na teren najświętszego dla Żydów miejsca. Wraz z przekroczeniem strefy granicznej między ruchliwymi uliczkami a Ścianą Płaczu, wchodzi się do innego wymiaru. Pełnego żydowskich ortodoksów i chasydów w charakterystycznych ubraniach. Mnóstwo jest również uzbrojonych po zęby żołnierzy oraz zwykłych, odświętnie ubranych cywilów. W nierówno wydzielonych strefach dla kobiet i mężczyzn społeczność żydowska opłakuje zburzenie świątyni. Ścianę Płaczu można by nazwać ostoją judaizmu w samym sercu targanego konfliktami Bliskiego Wschodu, w krajobrazie razi jednak dziwny zadaszony pomost, boleśnie przypominający o toczącym się tutaj sporze. 

 Rzut na Ścianę Płaczu. Ogrodzenie dzieli nierówno część przeznaczoną dla mężczyzn od tej dla kobiet. Po prawej stronie fragment kładki dla muzułmanów.

 Tuż nad głowami modlących się Żydów znajduje się Wzgórze Świątynne wraz z jednymi z najważniejszych miejsc islamu- Kopułą Skały oraz Meczetem Al-Aksa. Miejsce to było często źródłem konfliktów. Mijający się w drodze na modlitwy Żydzi i muzułmanie prowokowali się wzajemnie wywołując spory kończące się agresją, która niejednokrotnie rozlewała się na inne części miasta destabilizując sytuację w całym regionie. Od kiedy zbudowano kładkę, tereny okalające Ścianę Płaczu stały się spokojniejsze i dużo bardziej bezpieczne.

 Ściana Płaczu to jedno z nielicznych miejsc, gdzie spotykają się Żydzi reformowani z ortodoksyjnymi.

 Mimo ogromnej ilości turystów, modlitwa przy Ścianie Płaczu odbywa się w zupełnym skupieniu.

Dzieciątko Jezus i dziecko terrorystów


Betlejem mimo swej bliskiej odległości od Jerozolimy (drogę można pokonać pieszo w godzinę- dwie) odwiedzana jest głównie autokarami. Przedostanie się z Izraela na tereny Autonomii Palestyńskiej może skończyć się fiaskiem, dlatego niejednokrotnie lepiej jest skorzystać z usług firm turystycznych. Na granicy należy spodziewać się dokładnych kontroli oraz liczyć się z możliwością, iż zaniepokojeni żołnierze zechcą sprawdzić, czy turyści nie przemycają żadnych materiałów wybuchowych bądź Palestyńczyków. Mur oprócz swej praktycznej, granicznej funkcji stanowi również symboliczną przepaść między uporządkowanym, harmonijnym krajobrazem Jerozolimy a kompletnym bałaganem, chaosem i brudem Betlejem.

 Jedna z gęsto rozsianych wież strażniczych.

Fragment muru po stronie palestyńskiej. Warto zwrócić uwagę na polski akcent w samym centrum.

Im bliżej Bazyliki Narodzenia Pańskiego, tym mniej śmieci, a więcej sklepów z pamiątkami. Bawić może fakt, że większość turystów, którzy na co dzień islam kojarzą z wszelkim złem tego świata, masowo nabywa od arabskich handlarzy krzyże i wizerunki Jana Pawła II. 

 Turyści oczekujący na wejście do Bazyliki Narodzenia.

Tuż przy Bazylice znajduje się plac, na którym gromadzą się czekające na wejście do świątyni grupy turystów. Właśnie tutaj, wszyscy, którzy do tej pory nie zwrócili uwagi na symbole toczącego się konfliktu, przeżywają szok i otrzeźwienie. W sąsiedztwie Bazyliki i sklepików oferujących neonowe krzyże i figurki Matki Boskiej, rozwieszone są plakaty nawołujące do przyłączenia się do świętej wojny. Wizerunki dzieci przepasanych amunicją i trzymających karabiny przeplatają się ze zdjęciami wykonanymi w miejscach zamachów. Pogrążeni w szoku turyści przechodzą z tego miejsca do idyllicznej krainy narodzenia Jezusa. Zamknięta świątynia, pełna ciszy i dostojeństwa niejednego podróżnika może doprowadzić do stanu dysonansu poznawczego.


 Plakaty zbrojnych organizacji terrorystycznych rozwieszone tuż przy wejściu do Bazyliki Narodzenia Pańskiego.

Religijne serce wojny


Podróż do Izraela jest niewątpliwie źródłem niesamowitych wrażeń. Połączenie najświętszych miejsc z panującą w kraju atmosferą daje piorunujący efekt. Turyści wyjeżdżający do Ziemi Świętej, stają się nie tylko pielgrzymami, ale przede wszystkim świadkami jednego z najcięższych na świecie konfliktów. Podróż do miejsca, które łączy w sobie dostojeństwo historii oraz dramat dwóch narodów uwikłanych w odwieczny konflikt, daje oprócz niezapomnianych wspomnień, wiele tematów do refleksji. Mimo niepokojów na Bliskim Wschodzie Izrael nie tylko warto, ale i trzeba odwiedzić, bo niewiele jest na świecie miejsc, w których historia, zarówno ta sprzed dwóch tysięcy lat, jak i współczesna jest tak żywa.