środa, 23 kwietnia 2014

Owładnięci morską klątwą



Szum fal, wiatr i nadmorska bryza to dla wielu nie tylko przepis na udany urlop, ale przede wszystkim główne składniki stylu życia. Niezbyt znane w naszym kraju i wymagające sporych środków finansowych żeglarstwo ostatnimi laty zyskuje na popularności wśród turystów z całego świata. Największe regaty potrafią ściągnąć dziesiątki tysięcy podróżników, wśród których oprócz fascynatów żeglarstwa, wielu jest laików zafascynowanych niezwykłym widowiskiem oraz atmosferą towarzyszącą temu sportowi.

 


Na końcu świata 

Jednymi z najsławniejszych wyścigów są odbywające się co roku w drugie święto Bożego Narodzenia Regaty Sydney- Hobard. Choć wydawać by się mogło, że ze względu na położenie Australii z dala od niemal wszystkich kontynentów wyścigi powinny być wyłącznie lokalną atrakcją, tak co roku powiększająca się liczba widzów świadczy o fenomenie niezwykłej popularności widowiska. S-H uchodzą za najtrudniejsze i najbardziej wymagające regaty świata. Widowiskowe sztormy, silne wiatry, lokalizacja akwenu uniemożliwiająca nawigację stanowią o atrakcyjności wyścigu. Ciekawość budzą również gigantyczne łodzie, które wcześniej można oglądać w porcie, niejednokrotnie mając możliwość porozmawiania z samymi uczestnikami regat. Kolejnym z czynników wyróżniających S-H na tle innych żeglarskich pojedynków jest również niezwykła, heroiczna wręcz postawa załóg, dla których udział w regatach oprócz walki o wieczną chwałę, wielokrotnie przeradzał się w walkę o życie na skutek zmieniających się warunków pogodowych. 

 Regaty odbywają się od 1945 r. i choć nie są najstarsze, to szacunek budzi ich ciągłość oraz niezmienne zainteresowanie wśród turystów i mediów. Początkowo , trasa prowadząca z australijskiego Sydney do tasmańskiego Hobard zabierała żeglarzom nieco ponad 6 dni, obecnie dzięki postępowi technologicznemu wyścig trwa około 43. godzin. Na starcie oraz mecie co roku gromadzą się tłumy spragnionych adrenaliny widzów- jednym z najbardziej ekscytujących momentów wyścigu jest sam początek, kiedy to niezwykle skupieni i zmotywowani żeglarze (oraz żeglarki- formuła regat pozwala na starty kobiet) wchodzą na pokład łodzi i rozpoczynają walkę. S-H to jedne z najbardziej elitarnych regat świata- ich zwycięzcy na zawsze zapisują się na kartach historii żeglarstwa, stawiani są za wzór młodym adeptom tegoż sportu oraz budzą szacunek w całym środowisku. Tryumf w regatach dla wszystkich zawodowych żeglarzy jest największym życiowym sukcesem. Niestety, chęć wygranej  i wizja wiecznej sławy wielokrotnie wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem będąc powodem prawdziwych dramatów. Trudne warunki na trasie połączone z chorobliwą wręcz wolą zwycięstwa zebrały w historii wyścigów śmiertelne żniwo. Wzrastająca liczba ofiar spowodowała parę lat temu decyzję władz o modyfikacji regulaminu, tak by S-H stał się bezpieczniejszy nie tracąc zarazem na swej widowiskowości. Dzięki tym zabiegom, do wypadków (zwłaszcza tych śmiertelnych) dochodzi bardzo rzadko, jednak regaty nadal pokazują jak bardzo zdeterminowani i głodni zwycięstw potrafią być żeglarze. Publiczność zgromadzona na mecie wyznaczonej w Hobard jest świadkiem nie tylko wielkiej, histerycznej radości wygranych, ale również dramatów wycieńczonych do granic możliwości sportowców, którzy po zejściu z pokładu wielokrotnie muszą być transportowani przez karetki do szpitala. 

 Regaty Sydney- Hobard przyciągają i będą przyciągać turystów, ponieważ łączą w sobie wszystkie cechy, które decydują o powodzeniu tego typu przedsięwzięć. Tradycja miesza się tu z walką, znakomita reklama medialna z prawdziwymi emocjami, a wielkie łodzie mierzą się z siłą oceanu. Jeśli chcemy więc jechać do Australii, warto wziąć pod uwagę termin wspaniałego morskiego pojedynku i rozkoszować się niezwykłą walką człowieka z mocą natury.



Klątwa Świętego Graala

Innymi regatami, które urosły w środowisku żeglarskim niemal do świętości jest Puchar Ameryki. Pierwsza edycja wyścigu miała miejsce już w 1851 r.- od tego czasu zmieniły się nie tylko łodzie biorące udział w zawodach, ale przede wszystkim ich formuła. Mimo swej nazwy, regaty niekoniecznie muszą odbywać się na terenie Ameryki, co więcej udział w nich mogą brać jachtkluby z całego świata. Choć zasady wyścigu na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zawiłe i niezrozumiałe, to jednak prowadzą one do bardzo klarownego efektu końcowego, który pozwala na świadome oglądanie widowiska nawet osobom niezwiązanym z żeglarstwem. Zacznijmy jednak od początku. Załoga wygrywająca regaty staje się tym samym obrońcą tytułu (defender)- dowolny jachtklub dysponujący odpowiednimi środkami może rzucić jej wyzwanie i spróbować odebrać trofeum, jakim jest tzw. Święty Graal (czyli Srebrny Dzbanek). Jeśli drużyn chcących walczyć z defenderem jest więcej, wtedy na kilka miesięcy przez wyznaczoną datą Pucharu Ameryki odbywa się Louis Vuitton Cup, którego zadaniem jest wyłonienie najlepszej załogi. Team, który wygra LVC staje w szranki z obrońcą podczas America`s Cup w konkurencji match-racing, czyli „jeden na jeden”. Tutaj zasada jest prosta- wygrywa ten, który pierwszy zwycięży dwa wyścigi lub w przypadku wyrównanej konkurencji- ten, który pierwszy osiągnie liczbę pięciu tryumfów. 


 Dzięki przepisom pozwalającym na organizowanie Pucharu Ameryki w dowolnym miejscu na świecie wyznaczonym przez obrońcę, hiszpańska Walencja już dwukrotnie gościła w swym porcie załogi niezwykłego wyścigu. W pobliżu portów powstały miasteczka, w których od rana do nocy trwała żeglarska zabawa. Warto jednak pamiętać, że America`s Cup to nie tylko sportowe święto, lecz zwłaszcza ostatnimi laty, pole jednej z największych bitew dwóch wizjonerów żeglarstwa- Ernesto Bertarelliego (właściciela syndykatu Alinghi) oraz Larry`ego Elissona (Oracle Racing). Właściciele dwóch największych syndykatów od dziesięcioleci pogrążeni są w walce o zwycięstwo, ich manię w środowisku żeglarskim nazywa się „klątwą Św. Graala”. W historii regat było już wielu żeglarzy owładniętych chorobliwą chęcią posiadania Srebrnego Dzbana, jednak żaden z nich tak uparcie i maniakalnie nie poddawał się spirali walki i nienawiści, jak wspomniani panowie. Do niedawna konkurencja między Bertarellim i Elissonem była motorem i czynnikiem determinującym popularność Pucharu. Niestety, ostatnimi laty panowie częściej konkurują ze sobą w sądzie niż na wodzie, doprowadzając do blokady regat oraz zahamowania ich rozwoju. Brak chęci porozumienia poskutkował przeprowadzeniem w 2009 roku kuriozalnych pseudoregat (33. Edycja) przypominających walkę Dawida z Goliatem (panowie nie dogadali się co do wielkości i typu łodzi, przez co drużyna każdego z nich płynęła na czymś innym). Wygrał dużo większy i w całości skomputeryzowany Orcale. Na szczęście tuż po zakończeniu wyścigu, nazywanego przez komentatorów żenującym spektaklem, ustalono nowe, jasne reguły i zaplanowano kolejną edycję regat na 2013 r. 


 Doskonały żeglarski spektakl miał miejsce w San Francisco we wrześniu ubiegłego roku. Po zaciekłym pojedynku wygrała załoga Oracle, wyszarpując w ostatniej chwili zwycięstwo Nowozelandczykom, którym brakowało ostatniego tryumfu do zdobycia Srebrnego Dzbana. Ellisonowi udało się stworzyć zadziwiający show, który przyciągnął nie tylko fanów żeglarstwa, ale także (a może przede wszystkim) kibiców spragnionych zobaczyć coś niesamowitego, dużego, emocjonującego i zapierającego dech w piersiach. Wyścigom towarzyszyły koncerty popularnych gwiazd, przed regatami można było wziąć udział w prelekcjach dotyczących żeglarstwa, organizowano także konkursy, w których wygranymi były możliwość wejścia na pokład olbrzymiego katamaranu, spotkania z Jimmy`m Spithillem albo Benem Ainslie`m. Amerykańskiego potentata można nie lubić, ale trzeba uczciwie oddać mu, że przywrócił Pucharowi Ameryki należytą sławę i szacunek. 



Ekstrema w wodzie

 Wielu żeglarzy, którzy stanowili trzony ekip w Pucharze Ameryki zostało zaangażowanych do Extreme Sailing Series, czyli odbywających się w różnych zakątkach planety ultra trudnych wyścigów na czterdziestostopowych katamaranach. To właśnie w tych regatach zaczął rywalizować team Ernesto Bertarelliego po porażce w Pucharze Ameryki. W trakcie ESS w najpiękniejszych miejscach świata spotykają się najlepsi i najwyżej opłacani żeglarze globu. Tutaj stawka toczy się o miliony dolarów i wielokrotnie o ukoronowanie wielkich sportowych karier. Wystarczy wspomnieć tutaj nazwisko Bena Ainslie- multimedalista olimpijski, zdobywca największej ilości mistrzostw świata i Europy w historii, dostaje w ESS regularne baty. Poziom regat jest niesamowicie wysoki, co ważne- są one także wyjątkowo widowiskowe, co przyciąga na nabrzeże tłumy kibiców. 



Pierwszego maja rozpoczyna się kolejny akt wielkiego żeglarskiego przedstawienia. Tym razem, załogi zmierzą się ze sobą w Qingdao w Chinach. O ile załatwienie wizy w tak krótkim czasie graniczy z cudem, tak kolejne odcinki regat są w zasięgu polskich turystów. 26. Czerwca ESS zawitają do Sankt Petersburga, 22. Sierpnia żeglarze będą zmagać się ze sobą w Cardiff, a w połowie września katamarany będzie można obserwować z perspektywy stambulskiego Złotego Rogu. Jeśli nie macie jeszcze żadnych planów- przemyślcie udział w tym widowisku!



W 9 miesięcy dookoła świata

Wielu osobom regaty okołoziemskie kojarzą się z samotnymi żeglarzami zmagającymi się z obezwładniającą siłą przyrody. Nic bardziej mylnego- hitem ostatnich lat stał się wyścig Volvo Ocean Race, który w każdym z miast- portów gromadzi tłumy ciekawych turystów. Historia regat sięga 1973 r., kiedy przeprowadzono pierwszą edycję niszowego wyścigu pod nazwą Whitebread Round the World Race- od tego czasu, co 3 lata odbywały się kolejne zawody budząc coraz większe zainteresowanie ze strony fanów sportu oraz mediów. VOR jest przykładem znakomicie wypromowanej sportowej marki, siły oddziaływania nowoczesnych mediów oraz rosnącego zainteresowania klasycznymi sportami wodnymi. Ostatnie regaty wystartowały w 2011 r. z hiszpańskiego Alicante, skąd udały się w dziewięciomiesięczną podróż liczącą ok. 37 tys. mil morskich. Aby zerwać z wizerunkiem samotnych, wyalienowanych żeglarzy, na trasie wyznaczono kilka przystanków, które w ciągu trwania regat były odwiedzane przez załogi. Dzięki tej formule nie tylko turyści zgromadzeni w Alicante, ale także ci w Kapsztadzie, Abu Dhabi, Sanyi, Auckland, Itajai, Miami, Lizbonie, Lorient oraz na mecie w Galway, mogli cieszyć się pięknem tego sportu. Każde z tych miast, oprócz tego, że stawało się miejscem kilkudniowego odpoczynku żeglarzy, było także areną tzw. „In-port race”, czyli wyścigu niedaleko wybrzeży, dzięki czemu prawdziwe żeglarskie emocje były na wyciągnięcie ręki. Po wewnętrznych zawodach, załogi udawały się w dalszą podroż. 


Przy organizacji VOR udało się to, o czym wiele innych imprez tego typu może sobie pomarzyć. Do zabawy z żeglarstwem z tle został wciągnięty cały świat. W miastach- portach powstawały wioski, w których poszczególne teamy miały swoje namioty. W żeglarskich miasteczkach oprócz poznania tajników sportu, można było zakupić pamiątki związane z regatami oraz wziąć udział w zabawach, konkursach i koncertach (warto wspomnieć, że matką chrzestną łodzi Puma Ocean Racing jest Salma Hayek- aby obejrzeć „chrzest”, a przy okazji znaną aktorkę, do Bostonu ściągnęło kilkadziesiąt tysięcy turystów). Managerowie VOR nie poprzestali na organizacji miasteczek i promocji w portach, całość regat oraz codziennie informacje z każdej z łodzi można było śledzić za pośrednictwem specjalnego kanału na Youtube, dzięki czemu zainteresowanie wyścigiem nie malało nawet po opuszczeniu przystanków przez załogi.



 Kolejna edycja regat zostanie rozegrana już 4. Października tego roku, zaś miastem startowym- podobnie jak uprzednio, zostało hiszpańskie Alicante. Najważniejszą zmianą jest ustalenie nowej mety- jest nią port w Goteburgu. Są to niezwykle dobre wieści, zwłaszcza dla polskich turystów i fascynatów żeglarstwa- wszak do obu miast można dolecieć z największych polskich lotnisk tanimi liniami lotniczymi, co stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję uczestnictwa w jednym z największych żeglarskich widowisk na świecie!

Nie tylko opalanie

 Żeglarstwo jest niewątpliwie jedną z najbardziej widowiskowych i fascynujących dyscyplin sportowych. Elitarne, estetyczne i balansujące między siłą człowieka a natury potrafi zaczarować nawet największe szczury lądowe. Najważniejsze regaty w większości nie odbywają się daleko, lecz całkiem blisko, tuż koło głównych kurortów, do których licznie zjeżdżamy na wakacje. Dlaczego więc nie posmakować morza w wersji żeglarskiej i nie zobaczyć prawdziwych wodnych bitew, które są na wyciągnięcie ręki? Świat żeglarski przestaje być hermetycznym środowiskiem elit i możnych tego świata, a staje się niesamowitym źródłem emocji oraz ostoją zasad kultywowanych od wieków. Wola walki załóg oraz klarowne zasady sprawiają, że regaty mogą być tak samo emocjonujące jak piłka nożna lub siatkowa. Pokochajmy żeglarstwo- jest piękne!

Zdjęcie pochodzi ze strony:  http://www.sfexaminer.com/imager/oracle-team-usa/b/original/2584958/1092/Americas_Cup_Sailing_Cong_9_.jpg