niedziela, 25 maja 2014

First czy last? W oczekiwaniu na ofertę marzeń



 W życiu każdego pracownika biura podróży następuje chwila, w której musi zmierzyć się z najważniejszym pytaniem zadawanym przez klientów: „Co opłaca się bardziej- first czy last minute?”. O ile „świeżakowi” w branży odpowiedź może przysporzyć trudności, tak każdemu kto pracuje w biurze przynajmniej jeden pełny sezon odpowiedź nasunie się od razu.


 
Przychodzi klient do specjalisty

  Wakacje to czas, w którym biura podróży przeżywają oblężenie. Bywają dni, w których nie wiadomo czy najpierw odpowiedzieć na maile, przedstawić ofertę klientom dzwoniącym do biura, czy obsłużyć ludzi, którzy właśnie siadają pod drugiej stronie biurka. Jakby tego było mało, na głowie specjalisty ds. turystyki jest jeszcze potwierdzanie godzin wylotów, regulowanie opłat, informowanie klientów o wszelkich zmianach i ogarnianie miliona biurowych drobiazgów. Oferty sprzedają się jak świeże bułeczki, od mówienia wieczorami pojawia się chrypka, a w nocy śni się system rezerwacyjny. Jednak nie wszyscy wychodzą z biura pocieszeni…

Cena ryzyka

 Pierwszym skojarzeniem z last minute jest niska cena. Nie zawsze jednak oferta tego typu spełnia wymagania klientów. W bardzo wielu przypadkach „lastowicze” spędzają urlop na działce lub na brzegu pobliskiego jeziora, zamiast smażyć się w egipskich kurortach za przysłowiowe parę groszy. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest kilka. 

 Przede wszystkim oferta na ostatnią chwilę wiąże się z ogromnym ryzykiem. Nigdy nie wiemy jakie kierunki, hotele i miejsca wylotu będą dostępne. Niejednokrotnie klienci chcący polecieć np.: na którąś z greckich wysp usłyszawszy, że nie ma już do Grecji żadnych ofert, za to pełno jest miejsc  w tunezyjskich hotelach, załamywali ręce. W Tunezji byli już dziesięć razy, o Grecji marzyli od paru lat, a gdyby tego było mało- nie mają ważnych paszportów.  

 Last minute to prawdziwa ruletka. Rzadkością są sytuacje, w których klienci mają do wyboru kilka kierunków marzeń. Najczęściej muszą zadowolić się tym, co zostało. Oznacza to, że zamiast wymarzonego zwiedzania Hellady, rodzina Kowalskich kolejny raz przejdzie się bazarem w Sousse, albo wykorzysta zaplanowany urlop na siedzenie na działce. Tygodnia wolnego od pracy przesunąć się nie da, a miejsca w samolocie zostały tylko na kierunku północnoafrykańskim.

 O szczęściu mogą mówić wszyscy ci, którzy są elastyczni w kwestii wyboru wakacyjnego kierunku. Kowalscy rezerwujący w ostatniej chwili tygodniowy wypoczynek w tunezyjskim kurorcie mają dużo więcej szczęścia od Nowaków, którzy już dawno złożyli wnioski urlopowe, a ich wyjazd na pewno nie dojdzie do skutku, bo z żadnego z „sąsiadujących” z Poznaniem portów lotniczych (a tak właśnie nazywa się te lotniska, do których klient ma stosunkowo blisko ze swojego miasta) nie ma już miejsc na wyloty do krajów Unii Europejskiej. W ten sposób, sympatyczna rodzina, która nie pomyślała o wyrobieniu paszportów, pozbawiła się szans na chwile zagranicznego relaksu.

 Stosunkowo łatwo jest zapobiec błędowi Nowaków. Wystarczy w wolnej chwili złożyć wniosek o paszport i poczekać do wakacji z dokumentem w garści.  Jednak i to nie gwarantuje sukcesu w poszukiwaniu najlepszych okazji. O ile na lasta czatują dwie- trzy osoby, o tyle szanse na znalezienie ciekawej oferty są spore. Jeśli jednak na świetną okazję czeka stosunkowo liczna (w warunkach turystyki zorganizowanej i pełni sezonu)- cztero-/pięcio-/sześcioosobowa rodzina, możliwości znalezienia czegokolwiek są niewielkie (choć oczywiście zdarzają się wyjątki). Lasty mają to do siebie, że są ostatnimi miejscami lub specjalną promocją mającą zachęcić klientów do rezerwacji niezbyt popularnego kierunku (choć w wakacje wszystko sprzedaje się na pniu i te okazje najczęściej można upolować poza sezonem).  Najczęściej ofertą „na ostatnią chwilę” objęte są ostatnie dwa- trzy miejsca w samolocie, które zostały organizatorowi w danym locie. Do rzadkości należą sytuacje, w których mamy możliwość rezerwacji dla większej ilości osób. Liczne rodziny podejmują bardzo duże ryzyko czekając na lasta (podobnie jak dwie lub trzy pary chcące razem spędzić urlop). Często zdarza się, że pracownik biura znajduje interesującą ofertę, jednak chcąc rezerwować, system nie pozwala mu potwierdzić danych klientów, ponieważ w międzyczasie inna agencja sprzedała dwa miejsca i tym sposobem z potrzebnych dla  czteroosobowej rodziny miejsc, zostały trzy. Płacz rozczarowanych dzieci jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń pracy w biurze (piszę to zupełnie bez ironii). 

 Ważną kwestią jest także oczekiwany standard hotelu. Turyści przyzwyczajeni do wypoczynku w pięciogwiazdkowych obiektach będą mieć ogromny problem, gdy jedynymi dostępnymi hotelami będą trzygwiazdkowe wille ze śniadaniami w Grecji. W równie trudnej sytuacji znajdą się osoby, którym do wypoczynku potrzebny jest kawałek plaży i szum morza, zaś hotelowy pokój traktują wyłącznie jako miejsce do spania, kiedy oferta lastów będzie zawierać wyłącznie pięciogwiazdkowe, ociekające luksusem obiekty. 

Ceny jak z księżyca!

 Chociaż za synonim terminu „last minute” uważa się przymiotnik „tani”, historia dwóch ostatnich sezonów pokazuje, że niska cena ofert na ostatnią chwilę nie jest regułą. Niejednokrotnie ceny takich wakacji były znacznie wyższe nie tylko od ofert typu first minute, ale także od cen katalogowych. Ogromne zainteresowanie i duża ilość rezerwacji na początku sezonu sprawiły, że w samolotach zostało niewiele miejsc, a lawinowo napływające zapytania klientów upewniły organizatorów, że „kto ma jechać ten i tak pojedzie”. Tym sposobem oferty osiągały astronomiczne ceny, co nie odstraszało klientów (zwłaszcza tych z grubszym portfelem, głównie ze stolic województw). Lastowcy wychodzili z biura z pustymi rękami, a samoloty latały załadowane do ostatniego miejsca.

Kto pierwszy ten… gorszy?

Oferty first minute to przeciwieństwo osławionych lastów. Nieco pomijana, często zapominana i nie tak sławna opcja rezerwacji wielokrotnie jest dużo atrakcyjniejsza i pewniejsza od wyczekiwania do ostatniej chwili. Przede wszystkim, dokonując wcześniejszej rezerwacji możemy wybierać z pełnej oferty lotów, terminów i hoteli. Dodatkowo ceny są dużo niższe od tych podstawowych (katalogowych) oraz zawierają w sobie liczne gratisy (ubezpieczenie od chorób przewlekłych, wycieczkę fakultatywną, widok na morze). Wybór spośród ofert typu first minute daje nam także możliwość wyrobienia stosownych dokumentów (paszportów, wiz itp.) jeżeli dysponujemy wyłącznie dowodem osobistym, a najciekawsze oferty obejmują np.: kraje Dalekiego Wschodu.

 Oczywiście, „nie ma róży bez kolców”- ceny w stosunku do ofert first minute lubią spadać, osiągając często tuż przed wylotem kwoty doprowadzające „firstowiczów” do depresji.  Bardzo przykrą sytuacją dla klientów jest zmiana hotelu przez organizatora na krótko przed wylotem. Wybrany w pocie czoła spośród dziesiątek obiektów, spełniający wszystkie wymagania, potrzeby i marzenia hotel na dwa tygodnie przed terminem wyjazdu zostaje zamieniony na inny. W przeciągu paru miesięcy wiele rzeczy może (niestety) się pozmieniać- obiekt może ulec zniszczeniu w trakcie ulew albo hotelarz sprzedał więcej miejsc niż faktycznie dysponuje (aby zabezpieczyć własne interesy w przypadku, gdy organizatorzy nie znajdą zbyt wielu chętnych na pobyt). 

 Najgorszym z możliwych scenariuszów jest jednak ten, w którym klient nie może jechać na wakacje. Nagła choroba, śmierć w rodzinie lub utrata pracy mogą przydarzyć się każdemu, a zaplanowane z półrocznym wyprzedzeniem wczasy spadają w hierarchii ważności na ostatnie miejsce. Właśnie z tych powodów, do oferty first minute warto dokupić ubezpieczenie od rezygnacji, szczególnie przypatrując się warunkom w umowie (najlepiej zainwestować w ubezpieczenie typu All Risk, które dają stosunkowo dużą dowolność w kwestii powodów rezygnacji z imprezy turystycznej).

Co teraz?

 Choć wszyscy chcieliby usłyszeć konkretną odpowiedź i jednoznaczną poradę, którą z opcji rezerwacji wybrać, nie można jej udzielić.  Argumentów zarówno „za”, jak i „przeciw” nie brakuje po każdej ze stron. Jedyna rada jakiej można udzielić z pełną odpowiedzialnością traktuje o osobistych preferencjach i upodobaniu do adrenaliny. Jeżeli lubimy mieć spory wybór, a nasz proces decyzyjny trwa parę dni- nie czekajmy do ostatniej chwili. Jeśli jednak ryzyko to nasze drugie imię, a oszczędność to główny wyznacznik atrakcyjności oferty- poczekajmy i za czasu spakujmy walizki.