sobota, 15 listopada 2014

Okiem Specjalistki: Be Live Grand Teguise Playa- Lanzarote

 Codziennością pracownika biura podróży jest doradzanie klientom i wybór najlepszych hoteli z rozległej oferty. O ile najczęściej bezbłędnie potrafimy wyszukać obiekt marzeń dla przychodzącego do agencji Kowalskiego, tak zupełnie nie radzimy sobie z wyborem hotelu na swój urlop. Co nam z tego wychodzi? Czy specjaliści z biur zaliczają hotelowe wpadki?




 W październiku męczyłam się i dręczyłam. Urlop zaplanowany, termin wybrany, wniosek złożony, tylko... hotelu brak. Listopad nie jest łatwym miesiącem w kwestii wyboru miejsca ciepłego, przyjemnego i sprzyjającego leżakowaniu po bardzo trudnym i wyczerpującym roku. 
 W Egipcie już byłam, w Maroku też, część Kanarów odwiedzona, na Maderze pada, na Cyprze może lać. Katalog szarzał od codziennego przeglądania. Baseny zlewały się w całość, gwiazdki wirowały przed oczami, a dzięki śledzeniu i weryfikacji prognozy pogody czułam się jak córka Tomasza Zubilewicza. W chwili, kiedy ilość miejsc w samolotach zaczęły się kurczyć, stwierdziłam, że czas przejść do działania. Nauczona doświadczeniem klientów, że nie należy zbyt długo zwlekać, gdy miejsc ubywa, zadecydowałam.

Lanzarote- tu mnie jeszcze nie było!

 Liczba hoteli skurczyła się do trzech odpowiadających moim kryteriom, a zdjęcie jednego z nich urzekło mnie w szczególności. Cudowna zatoka, wspaniały widok na ocean, złocista plaża. Szybka weryfikacja, sprawdzenie informacji, rozesłanie wici po zaprzyjaźnionych biurach i rezerwujemy!

Be Live Gran Teguise Playa

Hotel: Hiszpanie począwszy od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku aż do teraz swoją bazę hotelową budowali brzydko, szybko i byle jak. Większość hoteli ma tragiczną, kanciastą bryłę, przypominającą bloki Nowej Huty. Nie inaczej wygląda obiekt sieci Be Live- paskudny klocek położony przy przepieknej, idyllicznej zatoce. Najlepiej leżeć odwróconym do niego plecami, tak, by nie patrzeć w jego kierunku i nie psuć aury relaksu i egzotyki. 

 Hotel składa się z 311 pokoi położonych na sześciu piętrach. Wszystkie pokoje skierowane są w stronę morza, jednak ze względu na drzewa rosnące w ogrodzie oraz załamania architektoniczne, nie wszystkie pomieszczenia oferują widok na ocean. Warto więc pomyśleć o wykupieniu pokoju z gwarancją widoku na morze- szum fal wszędzie jest gwarantowany, jeśli jednak lubimy popatrzeć na bezkres oceanu warto dołożyć.
Widok z pokoju z widokiem na ocean


 Odległość od portu lotniczego w Arecife to zaledwie 14 km- transfer trwa 20 minut w porywach do pół godziny, jeżeli na drodze wyjazdowej ze stolicy wyspy są korki (aktualnie trwa przebudowa obwodnicy miasta). 

 Przystanek komunikacji miejskiej znajduje się przy hotelu Mansion Nazaret- jakieś 300 metrów od Be Live. Co półgodziny kursuja autobusy do Arecife.
Zachód słońca nad Costa Teguise

Położenie: Be Live Gran Teguise Playa znajduje się w bardzo ciekawej, choć stosunkowo niewielkiej miejscowości Costa Teguise. Według katalogu obiekt oddalony jest 100 metrów od barów, restauracji i sklepów- w rzeczywistości jest to kwestia przejścia na drugą stronę podjazdu przed Be Live
 Dzięki usytuowaniu wszystkich pokoi od strony morza, nawet w wysokim sezonie, w hotelu nie istnieje problem hałasu dobiegającego z barów, dyskotek i pubów. Odwrócony tyłem do centrum obiekt gwarantuje spokój.
Costa Teguise widziane z hotelowego korytarza

Plaża: Piękna zatoka El Jablillo, którą od hotelu dzieli jedynie deptak. Wspaniały, złoty piasek i turkusowa woda. Brzeg idealny dla rodzin z dziećmi- miejsce do robienia babek oceniam na 10/10. Niestety, leżaki na plaży są dodatkowo płatne. 


Obsługa: Ogromna zaleta hotelu. W ciągu tygodnia nie widziałam ani jednej niezadowolonej, nieuśmiechniętej lub nieuprzejmej osoby. Wszyscy, łącznie z panami konserwatorami byli mili, pomocni i przyjaźnie nastawieni. 

Nie należę do grona osób, które lubią gdy obsługa hotelu im nadskakuje i poświęca wiele uwagi. Zdecydowanie cenię zachowanie dystansu i samodzielność. Plusem dla hotelu jest wyczuwająca intencje i temperament gości, obsługa. Kiedy mi wystarczyło, że kelner naleje napój i z uśmiechem się pożegnamy, inni goście ucinali pogawędki odnośnie smaku i rocznika wina. 

Sprzątanie pokoju bez zastrzeżeń- ręczniki wymieniane codziennie, łóżka regularnie ścielone, zmieniana pościel i myta podłoga. Jedynie balkon mógłby być częściej ogarniany, ponieważ ze względu na wiejące od morza wiatry na podłodze zbierał się piasek.

Pokój: Zdecydowanie najsłabszy punkt Be Live Gran Teguise Playa. Hotel wybudowany został w 1986 r. i częściowo odnawiany był zaledwie raz, w 2012 r. Widać, że odświeżono ściany i meble, jednak jak na hotel tej klasy (i mogący spokojnie aspirować w kierunku 5*) to zdecydowanie za mało.


 Najgorzej wyglądają łazienki, w których czas zatrzymał się w latach osiemdziesiątych, a korzystanie z nich jest przyjemne dzięki ogromnemu nakładowi pracy personelu. Kafelki spokojnie mogłyby trafić na plan filmu, którego akcja osadzona jest czasach Muru Berlińskiego i końca Żelaznej Kurtyny. Panie z housekeepingu chyba czyszczą ten skansen szczoteczkami do zębów, ponieważ mimo ewidentnej starości, łazienki są czyste, schludne i nadają się do użytkowania.

Gastronomia: Nie będę ukrywać, że zawsze wybieram hotele z dobrym jedzeniem. Nie potrafię zmusić się do jedzenia paskudztwa  i wybierane przeze mnie obiekty muszą mieć dobrą kuchnię. Ponadto zawsze jako pierwszą dopadają mnie dolegliwości związane ze zmianą wody, flory bakteryjnej, klątwą faraona, sułtana, cesarza itp. 
 Be Live Gran Teguise Playa osiągnął mistrzostwo w kwestii smaku, ilości i doboru potraw do potrzeb gości. Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że jedzenie w hotelu (co rzadko się zdarza) było lepsze niż w restauracjach i knajpach. Przede wszystkim potrawy były znakomicie doprawione, świeże i zróżnicowane. W trakcie pobytu mieliśmy wieczór azjatycki (podczas którego serwowano m.in. bardzo dobre sushi), meksykański, włoski, hiszpański i kanaryjski. Dużym atutem hotelu jest spora ilość dań wegetariańskich- smakowały nawet typowym mięsożercom.









 Śniadania zaspokajały przede wszystkim potrzeby Anglików, którzy lubią zjeść dość tłusto i ciężko, jednak oprócz tego była masa rzeczy słodkich, nabiału, jajek w najróżniejszych postaciach, owoców itp. 

Obiady- codziennie inne, bardzo zróżnicowane. Co drugi dzień przed wejściem do restauracji działał grill, z którego serwowano kilka rodzajów mięsa, warzywa oraz ziemniaki kanaryjskie.

Napoje w All Inclusive- bez fajerwerków.Zwłaszcza w kwestii alkoholi- wszystko było w porządku, jednak zachęceni informacją z hotelowej ulotki o pracującym w barze w lobby mistrzu drinków, liczyliśmy na coś więcej. Standardowo drinki spoza pakietu All Inclusive wyglądały lepiej- business is business.
Lobby bar z pozycji korytarza na 4. piętrze

Lobby bar ożywa dopiero po kolacji. Spójrzcie na dół zdjęcia- widzicie listwę na podłodze? Pas z kanapami oraz stolikami wokół baru kręci się!
Rozrywka: Animatorzy starający się zachęcić do aktywności i wychodzący z siebie, by pobudzić do działania rozleniwionych gości. Co ważne- nie narzucali się i nie przeszkadzali w wypoczynku. Po prostu, w listopadzie przy niepełnym obłożeniu hotelu i średniej wieku gości oscylującej w granicach 55-60 lat, zachęcenie kogokolwiek do gry w waterpolo albo zumby w basenie jest ciężkie. Polska animatorka- przemiła osoba, ma świetny kontakt z dziećmi (choć tych w hotelu było jak na lekarstwo).

Ogólnie: Be Live Gran Teguise Playa w sześciostopniowej skali oceniam na 5-. Zaniżoną przez pokoje i stare łazienki ocenę podwyższa naprawdę znakomite jedzenie. Niewątpliwym plusem jest świetne położenie hotelu- w samym centrum miejscowości, tuż przy promenadzie, którą można przejść od jednego do drugiego krańca miejscowości. 
Deptak- widok przy wejściu do hotelu od strony plaży

 W hotelu, od 27.10. trwa remont dwóch ostatnich pięter (są zasłonięte i oddzielone piętrem buforowym od części wciąż przyjmującej gości). Nie towarzyszą mu właściwie żadne hałasy- w trakcie tygodniowego pobytu wiertarkę usłyszałam dwukrotnie po dwie sekundy i zaledwie kilkanaście uderzeń młotkiem. Zwróciłam na nie uwagę tylko dlatego, że wiedziałam o remoncie. Ekipa remontująca wychodzi z hotelu ok. godziny 18, dzięki czemu wieczorne sączenie drinków w lobby odbywa się bez widoku na panów robotników. 



Wizualizacja pokoi po remoncie

 Hotel polecam wszystkim spragnionym spokoju, relaksu i odpoczynku. Mimo drobnych niedociągnięć to naprawdę wspaniały obiekt!