czwartek, 4 grudnia 2014

10 moich Everestów, czyli o podróżniczych marzeniach

 Podróżowanie to bardzo ciekawe hobby. Im więcej się podróżuje, tym bardziej jest się głodnym nowych miejsc, wrażeń i przeżyć. Nie jest to pasja, która w jakikolwiek sposób może być nasycona. Jedziesz w jedno miejsce by spełnić swoje największe marzenie, a w trakcie pobytu, na mapie pojawia się cała masa punkcików, które nie tylko chcesz, ale wręcz musisz zobaczyć!


Moja lista miejsc, które muszę zobaczyć przed śmiercią systematycznie się wydłuża. I im więcej zobaczę, tym więcej jest krajów, miast, zabytków, które chcę zwiedzić, zobaczyć, dotknąć, poczuć. W momencie, kiedy wydaje mi się, że spełniam szczyt szczytów swoich marzeń, widzę zdjęcie, czytam artykuł, natrafiam na książkę o jakimś miejscu i na horyzoncie pojawia się kolejna góra. Oto moje Everesty:


  1. Mali

Od kiedy zobaczyłam pierwszy raz program o glinianym meczecie w Dżenne, wiedziałam, że kiedyś muszę tam pojechać. Magia tego miejsca, połączenie kultury islamu z miejscową architekturą i wpływami lokalnych wierzeń, tworzą niesamowitą mieszankę. Niestety, Mali nie należy do bezpiecznych miejsc- od paru lat grasują tam islamiści chcący wprowadzić jedyny słuszny ład i porządek. Na zwiedzanie tego miejsca będę musiała jeszcze poczekać.


  1. Liban

To takie arabskie Bollywood. Fabryka popkultury na dużą część arabskiego świata. Wywodzą się stąd największe gwiazdy muzyki arabskiej, celebryci, skandaliści i osobowości medialne. Bejrut kreuje trendy, Bejrut jest jednym z najbardziej otwartych i tolerancyjnych miejsc na Bliskim Wschodzie. Ale Liban to nie tylko kolorowy, tandetny i przaśny świat kultury masowej, to przede wszystkim kraj, który nosi blizny po konfliktach z sąsiednim Izraelem. To miejsce trzeba zobaczyć!


  1. Uzbekistan
Przenosimy się dalej na Wschód. Pamiętam dzień, w którym ujrzałam w licealnym podręczniku do historii zdjęcie meczetu w Samarkandzie. Olśnienie. Na świecie istnieje islam inny niż ten bliskowschodni! Jakby ktoś zapalił światło w ciemnym pokoju. Rozpoczęłam poszukiwania wszystkich informacji o tym miejscu. Odkryłam historię kraju, islamu, Jedwabnego Szlaku, przetaczających się po tym terenie ludów i niezwykle gościnnych mieszkańców. Kiedyś na pewno!


  1. Izrael
Byłam, ale stanowczo zbyt krótko. Z resztą wydaje mi się, że każdy pobyt w Izraelu będzie zbyt krótki. Na dobrą sprawę, żeby zobaczyć (nazwijmy to) „cały” Izrael trzeba by było spędzić tam całe życie i przemierzać kraj od jednego miasteczka do drugiego, od kibucu do kibucu, od oazy do oazy, od jeziora do jeziora, od morza do morza, przez pustynię, góry, Morze Martwe. Żeby modlić się, przeżywać, wspominać, zachwycać się, oglądać, podziwiać, odkrywać, bawić się.

  1. Jemen

Jeśli Ubezkistan był olśnieniem, tak odkrycie Jemenu było dotknięciem absolutu. Nigdy nie wyrzucę numeru „Poznaj świat”, w którym zobaczyłam przepiękne ujęcie jemeńskich mężczyzn z dżambiami na tle Sany. Manhattan pustyni. Cudo z gliny. Niestety, ostatnimi laty, Sana zamiast kojarzyć się z bezcennymi zabytkami, w przekazach medialnych figuruje jako bastion dżihadystów, oficjeli z Al-Kaidy i głównej bazy kilku organizacji terrorystycznych. Raj zamienia się w piekło.


  1. Meksyk

Zmieniamy kontynent i krąg kulturowy. Pamiętam pierwsze zagraniczne wyjazdy z moją mamą. Jednym z nielicznych biur podróży, jakie miało wtedy egzotykę był Neckermann. Żółto-niebieskie katalogi miałam przestudiowane do tego stopnia, że się rozsypywały. (Swoją drogą, do dzisiaj Neck wydaje swoje katalogi na takim beznadziejnym papierze) Największy podziw wzbudzał we mnie Meksyk. Z jednej strony była to ogromna, monumentalna i zapierająca dech w piersiach spuścizna Majów, z drugiej- plaże, morze i hotele jak z bajki. W latach `90 dla mnie, jako dziecka, było niewyobrażalne, że można iść do biura podróży i z zarezerwować pobyt w hotelu, który wygląda niczym z hollywoodzkiego filmu. Nie podejrzewałam, że to w ogóle możliwe. Dzisiaj to moja praca, a dla moich klientów- kolejny urlop w ciągu roku. Zazdroszczę i odkładam oszczędości do świnki- skarbonki.

  1. Nowa Zelandia

Marzenie najświeższe. Wyhodowane z mojej miłości do żeglarstwa. Nowa Zelandia to jeden z krajów, gdzie żeglarstwo jest jednym ze sportów narodowych, żeglarze są osobami publicznie rozpoznawalnymi, a regatami pasjonuje się większa część kraju. Reprezentacja (finansowana z budżetu państwa oraz przez głównego inwestora- linie lotnicze) Emirates Team New Zealand to maszyna do wygrywania najróżniejszych regat i jedna z najbardziej znanych marek w świecie sportów wodnych. Stany mają Oracle Team USA, ale to po stronie nowozelandzkiej stoją tradycja i miłość, których właściciel syndykatu z San Fracisco nie jest w stanie kupić za swoje miliony.

  1. Oman

Mówi się, że bogaci, którzy chcą pochwalić się swoimi pieniędzmi lecą do Emiratów Arabskich, a ci, którzy mają już ich dość, zaszywają się w Omanie. W odróżnieniu od swojego sąsiada, Sułtanat Omanu posiada historię i tradycję, nie jest sztucznym tworem wybudowanym za petrodolary na środku pustyni. Ma wszystko to, czego brakuje UAE- tradycję, lokalną sztukę, zieleń, ocean i ultraluksusowe i zbudowane w pięknym stylu hotele. Za co kocham Oman? Za to, że nie jest wydmuszką, za to, że konsekwentnie kreuje wizerunek kraju z klasą. Sułtan czuwa nad budową nowych hoteli, nie otwiera się przesadnie na masową turystykę i nie pozwala na przedeptanie tego, co w państwie najpiękniejsze. Oman to złota pustynia Al Rub Al Khali, pływające blisko brzegu delfiny, zielone doliny, królewski Muscat, przepych hotelu Al Bustan Palace i możliwość obserwacji wielorybów.

  1. Japonia

Odmienność totalna. Tradycja i nowoczesność. Synonim najdalszej podróży. Gdybym miała opisać wszystko, co urzeka mnie w Japonii, musiałabym napisać książkę. Wobec takiego wyzwania, posłużę się najzabawniejszą rekomendacją Japonii jaką kiedykolwiek słyszałam, a której autorką jest moja koleżanka, wielokrotnie podróżująca do kraju kwitnącej wiśni. „W Japonii zawsze najbardziej emocjonowało mnie i przerażało zarazem wejście do toalety. Nigdy nie wiedziałam jaką technologię tym razem spotkam- czy sedes sam się wyczyści, a może zniknie do dezynfekcji. Czy będę musiała coś nacisnąć, a może czujnik ruchu automatycznie spuści za mną wodę.”. :)



  1. Iran


Najpiękniejszy z najpiękniejszych. Doskonały w swojej niedoskonałości. Ojczyzna Hafiza. Miejsce, gdzie wciąż żywe jest wspomnienie o wolności z lat `70. Kraj, który "dzięki" Zachodowi zamienił się w rock`n`rollowej stolicy świata islamu w zahukany bastion irracjonalnego pojęcia islamu. Starożytne ruiny Persepolis, metropolitalny Teheran, Sziraz z Mauzoleum najsłynniejszego islamskiego poety, Meczet Piątkowy w Jazd. Ojczyzna pięknych kobiet, ludzi, którzy pragną wolności, rękodzielnictwa i niesamowitej sztuki. Wierzę, że do wyjazdu jest bliżej niż dalej. I że kiedyś, lądując w Teheranie na mojej mapie pojawi się kilka kolejnych punktów, które staną się moimi Everestami.


A jakie są Wasze EVERESTY?