poniedziałek, 5 stycznia 2015

Coś się kończy, coś zaczyna

 Gdybym miała określić rok 2014 jednym hasłem, myślę, że byłby to "powrót do życia". Wszyscy, którzy kochają podróże i swoją pracę (tak, tacy naprawdę się zdarzają) wiedzą, że siedzenie w jednym miejscu, choćby z najsłodszą istotką na świecie, bywa nie do zniesienia. Ubiegły rok to nie był czas monumentalnych przemian, wiekopomnych wyczynów i wielkich podróży. To raczej czas weryfikacji tego, co jest w życiu ważne i wdrażania się do nowej rzeczywistości.


Powroty i rozstania
 Brak podróży i pracy zaczęły mi doskwierać najbardziej w momencie założenia bloga. Zaczęłam wspominać, przypominać sobie "jak to było gdy..." i wiedziałam, że nie dam rady dłużej siedzieć w domu. Po miesiącu byłam już w pracy i wróciłam do żywych.
 Żywych aż za bardzo, bo szybko przypomniało mi się, że biuro podróży to nie tylko fajerwerki, pięciogwiazdkowe hotele i setki rezerwacji, ale żmudna praca nad klientem i tony papierów. O cieniach pracy przypomniał mi także szef, o którym mogliście przeczytać TUTAJ.
 We wrześniu pod swoje skrzydła ściągnęła mnie inna firma. Pierwszy raz usiadłam za biurkiem w biurze monobrandowym. Stałam się korpo-biurwą. Szczerze? Bardzo zadowoloną korpo- biurwą. Pierwszy raz od czasów pracy w pewnym poznańskim biurze (pozdrawiam Asię, Marikę i Martę!) (wspomnianym z resztą w "Balladzie o smutnych rozstaniach"), mam świetny, zgrany zespół. Jak na pracę w Galerii handlowej przystało klientów jest sporo, a im więcej ludzi, tym więcej historii. W większości zabawnych. Materiału na bloga nie brakuje i brakować nie będzie.
Podróże i (pod)różne marzenia
 Udało się polecieć na Lanzarote. Tylko? A może aż? Wyspę zjeździłam wzdłuż i wszerz. Spróbowałam czego się da, zobaczyłam wszystko, co przez tydzień dało się zobaczyć. Po urlopie pozostało to cudowne poczucie nienasycenia i chęci zobaczenia więcej, więcej, więcej.
 Planów jest wiele. Nie bez powodu skontrowałam swoją podróżniczą listę marzeń. Zacznę realizować ją od marca. :)

Odmień swoje życie

 Nie wierzę w moc noworocznych postanowień, choć co roku w kalendarzu wykonuję rachunek sumienia. Na jego podstawie wysuwam wnioski i staram się doskonalić. Na pewno nie schudnę 5 kilogramów (za bardzo lubię słodycze!), nie zacznę codziennie ćwiczyć (nie mam tyle czasu!), palenia rzucać na szczęście nie muszę.
 To, co chcę poprawić w 2015 r. to przede wszystkim częstotliwość publikowania materiałów na blogu. Trzy teksty tygodniowo to moje minimum. Chcę także nieco rozbudować stronę, wprowadzić dwa dodatkowe działy, zaangażować się w nowe projekty.

Życzenia i życie

 W 2015 r. życzę Wam (i sobie) wielu podróży. Tych dalekich, tych bliskich, tych, które odkrywają nowe horyzonty i tych, które służą wypoczynkowi i regeneracji. Pięknych miejsc, wspaniałych zdjęć, wielu uśmiechów spotkanych na trasie osób, pysznych potraw, niezapomnianych wschodów i zachodów słońca oraz chwil, które zostają z nami na całe życie. Bądźcie ze mną w tym roku- nic nie motywuje tak bardzo jak Wasza obecność, komentarze i wiadomości!