czwartek, 10 września 2015

Strach All Inclusive

Kilka dni temu w biurze miałam klientów- czterech zdrowych, na oko osiemnastoletnich chłopaków. Młodzi, dobrze zbudowani, uśmiechnięci. Zaproponowałam im wyjazdy do Turcji- odpowiedzieli, że odpada z powodu "arabów", pokazałam ofertę do Grecji- nie chcieli z powodu rychłego upadku kraju, zapytałam co sądzą o Bułgarii, otrzymałam odpowiedź, że tam rządzi rosyjska mafia. Doszliśmy do punktu, w którym ludzie boją się wszystkiego. 

 Zderzenie cywilizacji

 Sezon rozpoczął się wybuchowo- najpierw w zamachu terrorystycznym w Tunezji zginęli polscy turyści, następnie na grecką wyspę Kos zaczęli przypływać imigranci, Grecja zaczęła grozić wyjściem ze strefy EURO, nieco później w Port El Kontaoui zginęło 39 wypoczywających na plaży obywateli m.in. Irlandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec, a w lipcu rząd turecki postanowił przeprowadzić ofensywę na pograniczu syryjskim. Klienci atakowani w sezonie ogórkowym scenami niczym z filmów katastroficznych emitowanymi na okrągło przez główne stacje telewizyjne kraju zaczęli bać się wszystkiego. 
 A ich strach znacząco wpłynął na sprzedaż w biurach podróży, które stały się kozetką na której można było wyrzucić z siebie wszystkie lęki. Począwszy od tych prostych, ludzkich, intuicyjnych, skończywszy na absurdalnych, abstrakcyjnych i uwypuklających brak podstawowej wiedzy o świecie. 

Przychodzi Polak do agenta

 Świat robi się coraz bardziej gęsty, narastają lęki, głęboko zakopane nienawiść, ksenofobia, rasizm i radykalizm coraz częściej i śmielej panoszą się po ziemskim padole. Odgrażające się zamachami terrorystycznymi ISIS sieje panikę swoim okrucieństwem i poglądami rodem ze średniowiecza. Nasza rzeczywistość się zmienia, tak samo jak układ sił na świecie. Otrząsnęliśmy się po barbarzyństwie II Wojny Światowej, wchodzimy w kolejny etap globalnego niepokoju. Zło, które sięga swoimi mackami coraz dalej, nie ominie żadnego miejsca, czy osoby. Nigdzie nie jesteśmy bezpieczni, nigdzie nie powinniśmy czuć się komfortowo. Czym różni się turecki kurort od tego położonego na Costa Brava? Czy wierzycie, że w Barcelonie nic złego się nie wydarzy w odróżnieniu od Stambułu? Możemy zaklinać rzeczywistość, jeśli jednak jakiejś organizacji terrorystycznej wpadnie coś do głowy to równie duże prawdopodobieństwo zamachu występuje zarówno w Las Palmas, jak i Antalyi. Nauczeni przykładami z Londynu, Madrytu czy położonym na drugim końcu świata Sydney, nie powinniśmy myśleć, że wybierając na miejsce swojego wypoczynku któryś z krajów Unii Europejskiej jesteśmy bezpieczni. 

 A właśnie tak myślimy...

 To najdziwniejszy sezon w mojej "karierze". Z jednej strony biura zapełniały się klientami, którzy panicznie bali się wyjazdów do bankrutującej Grecji, a z drugiej- tymi, którzy na samą konotację kraju z islamem reagowali alergicznie. Do tego jeszcze uchodźcy, rosyjska mafia, Kurdowie, glony i zatrucia. Czasami nie było wiadomo co zaproponować żeby było dobrze i "bezpiecznie".  
 Bardzo często strach zastępował zdrowy rozsądek czemu zawdzięczaliśmy takie kwiatki jak nerwowy telefon od klientki przerażonej faktem, iż Portugalia (!) znajduje się w pobliżu Cieśniny Gibraltarskiej przez którą mogą do Europy przedostać się uchodźcy/terroryści (niepotrzebnie skreślić) lub równie nerwowy mail do jednego z zaprzyjaźnionych biur, w którym klient błagał o zamianę hotelu Isis w Bodrum na jakikolwiek inny obiekt w mieście, ponieważ ze względu na nazwę może on rozsierdzić szajkę terrorystów i sprowadzić nieszczęście na biednych gości. Strach zaczął robić z nas idiotów. A w obliczu zła i zagrożenia (nieważne czy realnego, czy wyimaginowanego) nie powinniśmy postępować głupio. 

Bombowe wakacje!

 Podziwiam wiarę i egocentryzm niektórych klientów, którzy są przekonani, że terroryści czekają aby właśnie ich zabić. Na pewno jakiś Abdullah stoi z bronią przed lotniskiem przyczajony aby zabić Janka Kowalskiego z Koziej Wólki. Do tego Abdullah jest kretynem i jeśli nie będzie strzelał, to wysadzi się tylko w kraju arabskim/muzułmańskim. Przecież w Europie jesteśmy bezpieczni! Nie wiem skąd bierze się ta ułuda bezpieczeństwa, skoro na zagrożenie jesteśmy narażeni wszędzie. Słyszeliście, że jedną z osób odpowiedzialnych za zamach zorganizowany w ramach siatki ISIS był Polak zwerbowany w Niemczech? Taka osoba nie musi wcale porwać samolotu i wbić się w dotykający chmur budynek ani wysadzać w mknącym pociągu, wystarczy, że weźmie swój samochód i stwierdzi, że w to urocze niedzielne popołudnie wjedzie w spacerujących na poznańskiej Malcie lub krakowskich Błoniach. Eksperci mówią, że terroryzm wchodzi w nową erę- ogromne zamachy, których organizacja zajmowała miesiące i pochłaniała dziesiątki, a może i setki tysięcy amerykańskich zielonych przechodzą do lamusa, dużo większe spustoszenie mogą uczynić jednostki, które pewnego dnia po prostu przyczają się na kupujących w osiedlowych sklepikach (patrzcie Paryż) lub wysadzą samochód- pułapkę przed wejściem do kina. 
 Nie popadajmy w paranoję. Tyle mówimy o spuściźnie naszej europejskiej cywilizacji- nie dajmy ani jej, ani siebie zagnać do kąta. Nie ma na świecie miejsc w pełni bezpiecznych, miejmy się na baczności i pamiętajmy o ostrożności bez popadania w panikę. Grecja nie zbankrutowała, w Turcji oprócz Polaków robiących porutę w hotelu w Marmaris nikomu nie spadł włos z głowy, rosyjskiej mafii w Złotych Piaskach nikt nie widział (chyba że samemu jest się mafiozem), a uchodźcy oprócz Grecji, są także na Węgrzech, w Serbii, Austrii i Niemczech. To co, nie ruszamy się z domów?