niedziela, 21 stycznia 2018

Vila Gale Santa Cruz Madera Portugalia Opinie recenzja

Portugalczycy posiedli umiejętność prowadzenia hoteli, którą można by zawrzeć w słowach "minimum słów, maksimum treści". Niezbyt wylewni, mało ekspresyjni i raczej pozostający w ukryciu, udowadniają, że dobry hotel nie potrzebuje głośnych animacji, stada zaczepiających kelnerów oraz uginających się pod naporem jedzenia bufetów. Witajcie na Maderze, w krainie spokoju.


Vila Gale Santa Cruz należy do znanej portugalskiej sieci hotelowej (Vila Gale), co do przeciętnego turysty oznacza, że obiekt trzyma wyznaczone przez centralę standardy czystości, obsługi i jedzenia. Jest to o tyle ważne, że w Portugalii hotele bywają, delikatnie rzecz ujmując, różne, a kwestię All Inclusive (tak pożądanego zwłaszcza przez polskich turystów), Portugalczycy traktują drugorzędnie). Czterogwiazdkowy Santa Cruz to bardzo dobry hotel działający w "allu", jednak traktujący tę formułę w bardzo "cywilizowany" sposób.
 Hotel zlokalizowany jest na wschodnim wybrzeżu wyspy, w sennym miasteczku (które w Polsce nazywalibyśmy co najwyżej wioską) Santa Cruz. Mieścinka składa się ze ślicznego zabytkowego kościoła, placu, kilku lokalnych tawern, sklepików, które można policzyć na palcach jednej dłoni, apteki, lokalnego targowiska oraz kąpielisk z dmuchanymi atrakcjami w wodzie do których wstęp kosztuje kilka Euro. Vila Gale dzieli od lotniska dystans 1,5 km, co oznacza jakieś 5 minut transferu autokarem. Pas startowy lotniska jest doskonale widoczny z hotelu, a lądujące samoloty zapewniają niesamowite wrażenia (jednak o tym później). Przystanek autobusowy, podobnie, jak wszystko inne w Santa Cruz, znajduje się bardzo blisko hotelu- wystarczy podejść do głównej drogi- dojedziecie stąd zarówno do Funchal, jak i Machico (rozkład jazdy dostępny w hotelu). Obiekt dysponuje własnym minibusem, który codziennie, w wyznaczonych porach, wozi hotelowych gości do i z Funchal (punkt wysiadki i odbioru znajduje się w ścisłym centrum stolicy wyspy). Na transfer do Funchal należy zapisać się dzień wcześniej w hotelowej recepcji (byłam w hotelu na przełomie czerwca i lipca- w niektóre dni można było wejść do busika "z biegu", bez uprzedniego zapisywania, w inne niestety mimo próby zapisu na dzień wcześniej- nie było już miejsca).
 VGSC składa się z 262 pokoi rozlokowanych na czterech piętrach otwartego w kierunku oceanu budynku. Taki plan budynku zapewnia możliwie jak największej liczbie pokoi bardzo dobry boczny lub centralny widok na ocean, którego brzeg znajduje się 50 metrów od hotelu, po drugiej stronie promenady ciągnącej się przez całe Santa Cruz aż pod pas lotniska (warto sprawdzić na stronie portu lotniczego im. Cristiano Ronaldo kiedy lądują samoloty i wyczekiwać nadlatującej maszyny- wrażenia zapewnione przez przelatującego tuż nad głową kolosa- bezcenne).

 










POKÓJ

 Zadbany, przyjemnie urządzony, z fajną łazienką i... malutki. Pokoje standardowe w VGSC nie należą do przestronnych i kiedy pierwszy raz zobaczyłam swój pokój naszła mnie refleksja, gdzie można "wcisnąć" tu dostawkę.
 W pokojach znajdują się dwa pojedyncze lub jedno duże, małżeńskie łoże. Oprócz tego- telewizor LCD z odtwarzaczem CD/DVD, szafki nocne, minibar, sejf (za opłatą). Łazienki pięknie, nowocześnie urządzone, choć trudne do utrzymania w czystości- czarna umywalka musi być koszmarem dla pań sprzątających hotel.
 Czas na jeden z ważniejszych czynników- widok z okna. Przyznaję się, że nie jestem w tej kwestii wymagająca, w pokoju hotelowym właściwie tylko sypiam, ale... Vila Gale Snta Cruz było pierwszym (i do tej pory ostatnim) hotelem w którym po wejściu do pokoju, zamiast zacząć się rozpakowywać, zeszłam na recepcję z prośbą o zmianę lokalizacji. Jeśli myślicie, że pracownicy biur podróży zawsze dostają najlepsze pokoje na zachętę- jesteście w błędzie, a najdobitniej pokazuje to moja maderyjska historia. Balkon mojego pokoju wychodził na hotelowy parking i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że bezpośrednio pod moim balkonem znajdowała się rampa, do której podjeżdżały ciężarówki z zaopatrzeniem hotelu. W momencie kiedy otworzyłam balkon, jedna z nich właśnie odpalała silnik z którego uniosła się niezbyt przyjemna woń spalin. Nie wyobrażam sobie ciągu takich dostaw, a należy mieć świadomość, że takiej wielkości obiekt potrzebuje zaopatrzenia w postaci jedzenia, napojów, środków czystości, materiałów biurowych itp. Wolałam nie sprawdzać w jaki sposób funkcjonuje zaopatrzenie Vila Gale i udałam się na recepcję z pytaniem czy istnieje możliwość zamiany pokoju na inny.
 W tym momencie chciałabym prosić wszystkich moich czytelników o to, by w podobnych sytuacjach zawsze podchodzili do recepcjonistów spokojnie i z uśmiechem na twarzy. Rozumiem rozczarowanie spowodowane takim czy innym wyglądem bądź lokalizacją pokoju, jednak po drugiej stronie stoi człowiek, który uwierzcie mi, nie czerpie żadnej satysfakcji z popsucia waszego urlopu. :) Uśmiech na twarzy i grzeczna prośba na pewno pomogą, w odróżnieniu od krzyku i pieniactwa z którymi spotkałam się zarówno w biurze, jak i hotelach.
 Recepcjonistka nie była specjalnie zdziwiona chęcią zmiany pokoju po usłyszeniu jego numeru i od razu zaproponowała dwie możliwości zamiany. Z racji tego, że nie miałam wykupionego widoku na morze, oba proponowane pokoje miały widok na miasteczko i góry. W trakcie rozmowy, okazało się, że za godzinę zwalnia się pokój z widokiem na morze, który możemy mieć za dopłatą. I choć zazwyczaj takich rzeczy nie robię... postanowiłam dopłacić. I wiecie co? To była jedna z najlepszych decyzji podczas tego wyjazdu. VGSC znajduje się tak blisko oceanu, że w pokojach, zwłaszcza  w trakcie mocniejszych podmuchów wiatru, słychać jego szum. Możliwość zasypiania przy akompaniamencie fal i pobudka z takim widokiem (mój pokój znajdował się w szczycie skrzydła budynki) był wart każdego Euro!























JEDZENIE

 Wszystkich entuzjastów Ultra All Inclusive i wypasu w tureckim stylu VGSC rozczaruje. Nie ma tutaj uginających się pod ciężarem jedzenia stołów, nie ma dziesięciu barów serwujących alkohol i przekąski. Tak naprawdę formuła All opiera się na restauracji głównej w której je się śniadania, obiady i kolacje, lobby baru z wyborem alkoholu oraz baru przy basenie, który serwuje napoje orzeźwiające, alkohole, lody oraz przekąski z dość ograniczonej karty (kanapki, tosty, frytki itp.), które noszone są z kuchni przy restauracji głównej. Nie ma tu kulinarnego rozpasania w kwestii ilości, jest za to jakość, której większości hoteli działających w "olku" brakuje. Trzy stosunkowo "krótkie" stoły bufetowe w restauracji głównej mogą rozczarować tylko tego, kto lubi jeść "dużo, gęsto, niekoniecznie smacznie", bo choć wybór jest ograniczony, to dania są po prostu pyszne, dobrze doprawione, a ich wybór przemyślany. Kilka razy w tygodniu odbywają się wieczory tematyczne.
 
SPORT I REKREACJA
 
Maderyjski Vila Gale dysponuje średniej wielkości basenem głównym, płytkim brodzikiem dla dzieci (naprawdę płytkim, mogą się tu spokojnie bawić malutkie dzieci) oraz basenem krytym. Wokół basenu, po obu stronach, rozstawione są leżaki. W trakcie tygodniowego pobytu w trakcie wysokiego sezonu nie spotkałam się z sytuacją, by zabrakło miejsca przy basenach. Nie ma tu także znienawidzonej rezerwacji leżaków bladym świtem. Jako ciekawostkę, dodam, że codziennie wieczorem obsługa hotelowa dezynfekuje specjalnym płynem leżaki.
 Jeśli obawiacie się, że basen będzie przeludniony- mogę Was uspokoić- dzikich tłumów, brak a basen nie jest szturmowany przez setki pływających dzieci i dorosłych. Madera jest o tyle specyficznym miejscem, że codziennie część hotelowych gości znika, by zwiedzać tę magiczną wyspę, co zapewnia duży komfort wypoczynku dla spragnionych słońca i opalania urlopowiczów pozostających na terenie obiektu.
 W prawym skrzydle budynku znajduje się centrum SPA z krytym basenem (przydatnym zwłaszcza w trakcie sezonu zimowego, gdy kapryśna pogoda Madery może nie pozwolić na wypoczynek pod gołym niebem) oraz salą fitness.
 Animacji w hotelu właściwie nie ma. Za dnia w hotelu nie dzieje się nic- nie ma aqua gym, siatkówki, piłki nożnej, nikt za nami nie biega, nie ściąga nas z leżaka szarpiąc za nogę. W wypoczynku nie przeszkadza dudniące z głośników lokalne disco. Jest cicho, spokojnie, relaksująco. Hotel ożywa wieczorami, jednak należy pamiętać, że wieczorne programy rozrywkowe doskonale odzwierciedlają lokalny temperament- jest skromnie, prosto i bezpretensjonalnie. W tygodniu odbywają się: wieczór maderyjski (świetny występ lokalnego zespołu w trakcie którego można podziwiać stroje i instrumenty), występ komika z papugami, koncert jazzowy.









PLAŻA

 Nikt nie leci na Maderę dla plaż, bo powiedzmy sobie szczerze- na wyspie plaż nie ma (nie liczę jednej sztucznie usypanej w Machico i kilku ciemnych zatoczek do których dojazd wymaga umiejętności Jamesa Bonda). Nie inaczej jest w przypadku Vila Gale- to, co w katalogu szumnie nazwane jest plażą to po prostu kamieniste zejście do morza. Oczywiście widziałam kilku lokalnych śmiałków leżących na ręcznikach, jednak na sam ich widok bolały mnie wszystkie kości.
 Ocean od hotelu oddziela promenada, tuż za nią znajduje się pas kamieni ze stromym zejściem do wody oraz pomost z którego po drabince można wejść do wody. Od razu uprzedzam, że w miejscu, gdzie znajduje się drabinka, głębokość sięga kilku metrów.









SAMOLOTY

 Jak już wspomniałam, lotnisko w Santa Cruz znajduje się od Vila Gale w odległości 1,5 km. Pas startowy widać z hotelu, a co za tym idzie- także samoloty. Przede wszystkim lądujące. Nigdy nie zrozumiem narzekania na przelatujące obok samoloty, które na tym etapie lotu nie wytwarzają żadnego hałasu, a widziane z tak bliskiej odległości robią spektakularne wrażenie. Najważniejszy jest fakt godzin przyjmowania przez lotnisko na Maderze samolotów- z racji swojej sławy jednego z najbardziej niebezpiecznych lotnisk świata- FNC przyjmuje samoloty tylko w wyznaczonym czasie. Oznacza to, że na Maderze samoloty nie lądują nocą. Pierwsze loty są w godzinach porannych, a ostatnie- w wieczornych. Natężenie ruchu lotniczego na Maderze nie jest duże- to nie Majorka na której ląduje i z której wylatuje w ciągu doby połowa Europy. Uwierzcie, że te kilkanaście samolotów to jedna z największych atrakcji hotelu, a każdy widząc zbliżającą się maszynę pospiesznie wyciągał aparat, żeby jak najlepiej uchwycić detale.










PODSUMOWANIE

 Zarówno Madera, jak i Vila Gale to nie miejsca dla każdego. Lecąc na tę portugalską wyspę, należy mieć świadomość, że to nie jest oceaniczna Ibiza- nic tutaj nie gra, nie błyszczy się, nie hałasuje. Jest spokojnie, momentami sennie, bardzo prawdziwie. To miejsce nie jest jeszcze zniszczone przez turystykę masową, choć ta wdziera się tutaj od lat. Mimo naporu turystów, Madera nie traci swojego charakteru i nie zmienia się w zielony Disneyland. Podobnie wygląda kwestia samego hotelu- jest bardzo europejsko, czysto, schludnie, z dobrze zrobionym All Inclsuive, ale jednocześnie bardzo... maderyjsko. Spokojnie, zacisznie, w dobrym guście. Bez nadsakiwania, fajerwerków i nadwyżki atrakcji, bo tutaj to, co najpiękniejsze znajduje się poza hotelem. Vila Gale Santa Cruz to solidny hotel w przepięknym miejscu. Szczerze Wam polecam!