Jak ja lubię tę robotę!

Czytaliście mój poprzedni tekst? “Turystycznie wypaleni” zasiali zamęt. Jeszcze nigdy nie dostałam tylu wiadomości od czytelników, a serwery nie przeżyły takiego szturmu. Wielu z Was myśli, że nie lubię tej pracy. Czy tak jest?

Na każdym kroku podkreślam, że nie ma drugiej takiej pracy jak ta w turystyce. Wiele osób zarzuca mi, że podkreślam jej minusy, zamiast mówić o zaletach. Dotąd wydawało mi się, że wiedzą o nich wszyscy- Instagram pełen zdjęć z najpiękniejszych miejsc na świecie to chyba najbardziej namacalny z dowodów na mnogość plusów pracy w biurze podróży. Zachęcona jednak wiadomościami od Was, napiszę, dlaczego praca w biurze podróży jest jak narkotyk i jakie są zalety pracy w turystyce.

10. Sam sobie sterem

Powiedzmy sobie szczerze- biuro podróży musi zarabiać. Zarabia na sprzedaży wycieczek. Rachunek jest prosty- należy tam sprzedawać ich jak najwięcej, ale… w większości biur można to robić… po swojemu. Przyznam szczerze, nie należę do osób, które łatwo byłoby wtłoczyć do określonego systemu pracy- lubię sama układać harmonogram mojego działania i decydować co mam zrobić i kiedy. W biurze podróży na ogół tak właśnie się pracuje- są cele, do których się dąży i rzeczy do zrobienia, ale jak i kiedy w ciągu dnia je zrobimy, zależy tylko od nas. Dla mnie ten rodzaj swobody jest zbawienny, ponieważ przerzucam moje siły, energię i skupienie na to na co aktualnie mam ochotę i pracowniczy flow.

9. Ciągle na fali

Pracując, lubię mieć przed sobą cel. Uwielbiam obserwować, jak moja robota przynosi skutki. W biurze podróży te skutki są dwojakie- z jednej strony rezerwacja równa się czyjeś wakacje i radochę klientów, z drugiej- każda rezerwacja to nasz zarobek.

Zawsze lubiłam bezpośrednią sprzedaż i ten błysk radości w oczach klientów, gdy podawałam im umowę do podpisania. To był początek ich przygody, obietnica zobaczenia ciekawego miejsca, przeżycia niezwykłych chwil, odpoczynku od codzienności. Niektórzy uśmiechają się, inni już przy biurku zaczynają planować kupno kremów z filtrem lub pytają czy widziałam gdzieś przewodnik po miejscu ich urlopu. Sprzedaż tak cudownego produktu jest jak surfing- po jednej fali, przychodzi kolejna. Absolutnie wciągające.

8. W wirze wydarzeń

To, co dla mnie jest niesamowicie ważne w turystyce to konieczność śledzenia wydarzeń na świecie. Tu nikt nie gani za obserwację serwisów informacyjnych- ba, w biurze nie tylko można, ale trzeba śledzić to, co się dzieje! Rynek turystyczny jest niesamowicie podatny na aktualne wydarzenia geopolityczne. W Izraelu wybucha bomba- za 10 minut w biurze rozdzwonią się telefony od spanikowanych turystów lecących na objazdówkę, na Maderze przeszła lawina błotna- niebawem na mailu pojawią się wiadomości dotyczące pogody, w Omanie umiera Sułtan- klienci chcą wiedzieć jak będzie wyglądać kwestia animacji w hotelach. Ci, którzy nie śledzą świata, nie wiedzą. Jeśli nie wiedzą, klienci zagną ich pierwszym pytaniem.

7. Tworzenie czyichś wspomnień

Brzmi górnolotnie, ale to prawda. Dla wielu klientów podróż zaczyna się już w biurze. Wizyta u doradcy wakacyjnego to inicjacja, początek czegoś większego. Wyjazd rozpoczyna się od przegladania katalogu, rozmowy o nim, starannego wyboru oferty. I to my, sprzedawcy marzeń, mamy realny wpływ jak będą wyglądały te wspomnienia- dokąd pojadą klienci, do jakich wycieczek ich przekonamy, co zjedzą dzięki naszym wskazówkom.

6. Ciągłe poszukiwanie nowych dróg

Kiedy zaczynałam pracę w turystyce, większość biur w swoim marketingu stawiała na drukowaniu ulotek. Dzisiaj natomiast najwięksi organizatorzy odchodzą od drukowania katalogów. Turystyka przez 9 lat zmieniła się nie do poznania. Teraz każde biuro chce mieć popularny profil na Facebooku i rozbujany Instagram. Te zmiany motywują nas, pracowników, do ciągłej edukacji i nadążania za trendami. Nie wyobrażam sobie robić ciągle tego samego. Tutaj nudno nie jest.

5. Study Tour

Wyjazdy dla pracowników biur podróży organizowane przez touroperatorów to sól tej branży. W trakcie (najczęściej) tygodniowego pobytu, poznaje się hotele oraz odbywa 1-2 wycieczki fakultatywne (są oczywiście także inne formy study, ale nie w tym rzecz). Tego rodzaju wyjazdy pozwalają zobaczyć, wymacać i poznać bazę hotelową (bardzo często nasze pewniaki przestają być takowymi, a hotele na które nie zwracaliśmy wcześniej uwagi stają się czarnymi końmi), a także poczuć dane miejsce.

Dzięki study zobaczyłam miejsca, do których pewnie nigdy sama bym się nie wybrała, ponieważ wcześniej… nie wydawały mi się ciekawe. Sardynia kojarzyła mi się wyłącznie z ładnymi plażami, a Majorka z turystycznym piekiełkiem. Te dwa wyjazdy zupełnie zmieniły moje spojrzenie.

4. Rozmowy z klientami

Według moich statystyk 60% klientów to normalni ludzie, 30% staje się osobami, na których powrót do biura czekam z niecierpliwością, a 10% daje w kość. Oczywiście, u każdego ta statystyka wygląda nieco inaczej.

30%, które uwielbiam to najczęściej ludzie, z którymi łapię rewelacyjny kontakt i nasze rozmowy potrafią trwać, i trwać…i trwać. Z tych rozmów korzystają obydwie strony, ponieważ niejednokrotnie klienci zainspirowali mnie do podróży. Moje opowieści i wskazówki sprawiły, że wylądowali w danym miejscu, a ich słowa… zaprowadziły mnie do niesamowitych zakątków globu. Jednym z takich punktów była Birma, która pewnie do dzisiaj byłaby dla mnie jednym z azjatyckich krajów, gdyby nie mój klient- profesjonalny fotograf, który w każdej rozmowie podkreślał, że choć widział wiele, to Birma jest na szczycie najpiękniejszych miejsc. Obdarowana kiedyś jedną z jego fotografii, stwierdziłam, że to chyba znak. Kilka miesięcy później byłam w Birmie.

3. Zmiana goni zmianę

Zmiana warunków uczestnictwa, zmiana w RODO, zmiana przepisów wjazdowych, zmiana linii lotniczych, zmiany sezonów, promocji, kierunków. Ciągłe nowości. Nie ma dwóch takich samych sezonów, dwóch identycznych katalogów, dwóch podobnych miesięcy.

Skoro są zmiany to są i szkolenia, webinaria, konferencje. Ciągłe możliwości poszerzania wiedzy, słuchania mądrzejszych, rozszerzania horyzontów.

2. Zniżki pracownicze

Ogromnym benefitem tej pracy jest możliwość korzystania z ofert organizatorów ze zniżką. Często pokaźną. Żeby ostudzić nieco hurraoptymizm (tak już mam) dopowiem, że zniżka jest raz w roku, a jej wysokość zależna jest od danego biura podróży, ale i tak… warto.

Wyjazdy ze zniżką pracowniczą to ogromny kopniak motywacyjny, a dla firmy… połączenie przyjemnego z pożytecznym, ponieważ pracownik wróci do biura z głową pełną wiedzy o nowym kierunku. Dzięki zniżkom zobaczyłam wiele i miałam okazję być w hotelach, na które po prostu nie byłoby mnie stać.

  1. Niesamowici ludzie

Kiedyś mój znajomy, który od lat prowadzi różne biura podróży, powiedział mi, że w tej branży nie ma miejsca dla wyrobników. Tu potrzeba artystów i pasjonatów.

Znam kilka osób, które pracują w turystyce, bo akurat tak pokierował ich los, jednak przytłaczająca większość to osoby będące do szpiku kości przetrawione wirusem podróżowania i pasją poznawania świata. Bez nich nie sprzeda się nikomu wyjazdu, ponieważ urlop nie jest “artykułem” pierwszej potrzeby. Do rozmowy z klientem, przekonania go, nawiązania nici porozumienia i zbudowania atmosfery magii, potrzebna jest pasja, energia, chemia. I teraz wyobraźcie sobie, że na study tour lub konferencji spotykacie kilkanaście lub kilkadziesiąt osób, które kochają dokładnie to, co Wy. Marzą o tym, co Wy. Żyją tym, co Wy.

Dziękuję w tym miejscu osobom, które poznałam dzięki turystyce- Natalii z którą połączyła nas infolinia i problemy klientów. Alicji, z którą od studiów łączę się w bólach i radosciach. Karolinie, z którą muszę wylądować na Bali. Oliwii i Natalii, bo choć byłyśmy na Malcie to wciąż było jak w Poznaniu. Arkowi- za łzy wylane z rozpaczy i śmiechu. Róży, która w Turcji wiedziała o specjalistce. Annice, Ewie, Karolinie, Ani, Mariuszowi- nigdzie nie miałam złotych ścian i haute couture jednocześnie. A także wielu innym, których na study i szkoleniach słuchałam jak oczarowana, przeliczając w głowie czy w kilka miesięcy uda mi się uzbierać na taki wyjazd jaki oni mieli. 🙂 Nie ma takiej drugiej branży!

A WY, ZA CO KOCHACIE SWOJĄ PRACĘ?

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*