Jak znaleźć dobrą ofertę w biurze podróży?

Szukacie i nie znajdujecie? Chodzicie po biurach i zupełnie nic Wam się nie podoba? A może słyszeliście o ekstra okazjach i chcielibyście podobną upolować? Podpowiem Wam, jak znaleźć atrakcyjną ofertę w biurze podróży.

Swój tekst mogłabym rozpocząć i zakończyć na obszernym haśle: “bądź elastyczny!”. Nie mam jednak w zwyczaju wypuszczać tak krótkich wpisów. Uprzedzam jednak, że cały poniższy tekst będzie o elastyczności odmienianej przez wszystkie przypadki.

Niby sprawa jest jasna, ale z doświadczenia wiem, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo ważna jest otwartość na różne aspekty w kwestii szukania ofert. Sama swoich klientów dzielę na tych, którzy dokładnie wiedzą czego szukają- przychodzą z konkretnym zapotrzebowaniem i szukamy oferty według ich wytycznych i odnajdujemy najdogodniejszą propozycję mieszczącą się w ich wakacyjnych kryteriach; oraz na “wolnych strzelców”- klientów, którzy szukają “dobrej oferty”- cokolwiek w ich mniemaniu to wyrażenie znaczy.

Dobra oferta to wyrażenie tak samo obszerne, jak “ładna kobieta”. Ładną kobietą może być każda przedstawicielka płci pięknej niezależnie od koloru włosów, skóry, oczu, wzrostu i tonu głosu, podobnie jest z ofertami biur podróży. Dobra oferta to coś, co sami uznajemy za dobre. Banalne, prawda? A jednak wielu klientów nie rozumie, że każdy inaczej definiuje swoje potrzeby i możliwości (także finansowe). Posłużę się tutaj dwoma przykładami z życia.

Kilka miesięcy temu, jedna ze stałych klientek biura- osoba bardzo majętna, wybierająca najlepsze oferty, zadzwoniła i za namową swojej kuzynki poprosiła o tańsze oferty. Kuzynka mówiła, że stanowczo za dużo wydają na wakacje i hotele cztergowiazdkowe to także świetna opcja na wyjazd. Klientka jako górną granicę budżetu podała kwotę, która zazwyczaj stanowi 25% środków przeznaczanych na wyjazd (nadmienię, że nadal było to całkiem sporo). Zadowolona z siebie, wysłałam pani oferty dobrych obiektów ze średniej półki. Klientka oddzwoniła po godzinie, śmiejąc się do słuchawki, że to zupełnie nie to. Najlepiej odnajdywała się w dużych, bardzo nowoczesnych kompleksach z bogatą ofertą spa i bardzo rozbudowanym all inclusive. Podziękowała za propozycje i poprosiła o “standardowe” hotele. Kuzynce wystarczały proste, budżetowe obiekty- większość czasu spędzała poza nimi zwiedzając i wypoczywając na plaży. Nasi klienci natomiast lubili designerskie wnętrza i możliwości wypoczynku stwarzane przez hotel. To, co atrakcyjne dla kuzynki, dla nich było totalną stratą czasu.

Podobnie sytuacja wygląda w drugą stronę. Jest członkinią jednej z dużych grup parentingowych. Co jakiś czas, pada tam pytanie o polecany przez inne mamy, hotel na wakacje. Zawsze po takim poście odzywa się do mnie kilka- kilkanaście kobiet, które chcą wycenę polecanego hotelu dla swojej rodziny. Wielokrotnie polecane na grupie obiekty to były absolutne top of the top, więc późniejsza wycena zwalała z nóg. Zawsze w takich sytuacjach pytam, czy dana rodzina potrzebuje aż takiego wypasu. Może zamiast dziesięciu basenów i kilkunastu zjeżdżalni wystarczy jeden duży z dwiema średnich rozmiarów zjeżdżalniami? A może w ogóle nie są zainteresowani aquaparkiem, za to woleliby piękną plażę tuż obok?

Pamiętajcie, że dla każdego co innego jest okazją. Wiele razy widziałam klientów, którzy wchodzili do biura z wypisanymi na kartce nazwami hoteli kupionymi w super okazji przez znajomych. Gdy prezentowałam im obiekt, okazywało się, że to kompletnie nie to, czego szukają i ich wizja wakacji jest skrajnie inna ze sposobem (i miejscem) spędzania urlopu przez kolegów.

  1. TERMIN

Prawdziwy przepis na katastrofę to posiadanie jednego dnia na wylot. Znalezienie okazyjnej oferty akurat w TYM jednym dniu graniczy z cudem. Oczywiście, są tacy, którym się udało. Przecież w Lotto też ludzie wygrywają, niestety, mimo grania od kilkunastu lat moi dziadkowie wciąż nie są milionerami. Na wylot najlepiej przeznaczyć więcej czasu- mieć kilka dni w zapasie.

Rozumiem, że w niektórych firmach urlopy są niezmienne, warto jednak mimo wszystko szukać- być może koleżanka lub kolega z pracy zamienią się i przyjdą za nas? Być może to w poniedziałek, a nie we wtorek jak zakładaliśmy, wylatuje samolot tam, gdzie chcielibyśmy spędzić wakacje. Bądźmy elastyczni- to naprawdę się opłaca.

Zanim jednak zaczniecie szukać kogoś na zamianę, chciałabym wspomnieć o trzech typach terminów wyjazdów, w których o dobre ceny naprawdę ciężko. Przede wszystkim są tak terminy świąt- Boże Narodzenie i Wielkanoc. Nie liczcie w tym czasie na super oferty i wyjątkowe okazje. Osób, które chcą spędzić święta poza domem z roku na rok przybywa, a oferty w tym czasie zawsze zwyżkują. Podobnie wygląda kwestia długich weekendów- osób, które wpadają na pomysł przedłużenia urlopu bez ponoszenia strat w liczbie wolnych dni, jest ogrom. Przy okazji każdego długiego weekendu ceny idą znacząco do góry. Jeśli nie musicie wylatywać w środku lata- nie róbcie tego. Lipiec i sierpień to najdroższe miesiące z ciągu roku, a do biur zbiegają się tłumy lastowiczów, którzy biją się o ostatki ostatków.

Kiedy zatem najlepiej lecieć na urlop? Jeśli tylko możecie, wybierajcie przełom Maja i czerwca, a także listopada i grudnia. W pierwszej konfiguracji, ceny spadają po majówce, a zaabsorbowane końcem szkoły rodziny z dziećmi nie są zainteresowane wyjazdami. W drugim przypadku, większość osób myśli o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia- biura świecą pustkami, a ceny zniżkują.

2. Miejsce

Elastyczność dotyczy nie tylko terminu, ale także miejsca, w którym spędzimy nasz urlop. Wielokrotnie słyszę w biurze, że klienci nie chcą gdzieś jechać “bo nie”, albo “bo znajomi mówili, że niezbyt tam ciekawie”, albo “bo o tym zupełnie nie myśleli”. Rozumiem niechęć do powrotów, jestem w stanie też pogodzić się z odpowiednią argumentacją i lękiem (nawet jeśli klienci swój strach przed Turcją argumentują obecnością Arabów i terrorystów), nie jestem w stanie jednak pojąć bezsensownego zapierania się, zwłaszcza gdy na horyzoncie mamy naprawdę dobrą ofertę.

Moim ulubionym tekstem, który zamyka nam drogę do szukania świetnym ofert jest: “W Grecji/Hiszpanii/Włoszech/cokolwiek już byliśmy”. I tak oto licząca 2500 wysp Grecja zostaje sprowadzona do tygodniowego pobytu na Krecie lub Rodos. To trochę tak, jakby być w Zakopanem i zarzekać się, że Polskę już się zna.

Każda z greckich, hiszpańskich czy włoskich wysp jest inna. Co więcej, inne jest też kontynentalne wybrzeże wspomnianych krajów. Byłam na czterech spośród Wysp Kanaryjskich, dwóch balearskich i na Costa de La Luz- nie powiedziałabym jednak nigdy, że za Hiszpanię już podziękuję, bo w niej już byłam.

Oprócz otwartości w kwestii doboru kierunku, warto pomóc losowi, posiadając ważny paszport. Widziałam już całą masę rozczarowanych klientów, którym brak ważnego dokumentu pokrzyżował wakacyjne plany.

3. Miejsce wylotu

Przez pięć lat mieszkałam i pracowałam w Krakowie- to były piękne czasy! Krakusy bez problemu wsiadają w auto lub autobus i jadą do Katowic na lot (fakt, że do Katowic jest tylko godzina). W Poznaniu tak dobrze już nie ma. Przeciętny Poznaniak chce lecieć z Poznania. I basta. Choćby z Warszawy było taniej, lepiej i ciekawiej, ze swojego miasta ruszać się nie chcą.

Ograniczanie się tylko do jednego lotniska może bardzo ograniczyć możliwości wylotowe. Oczywiście, nie ma sensu łaszenie się na oferty tańsze o 100 zł- koszt dojazdu zje nam “oszczędność” i stracimy sporo cennego czasu i energii na dotarcie do lotniska. Niekiedy jednak, z innych portów mogą trafić się prawdziwe perełki. Właśnie z tego powodu zamiast z pobliskich Pyrzowic, na Wyspy Zielonego Przylądka leciałam tydzień później z Warszawy. Czasami warto się przemęczyć.

4. Godziny wylotów

Ilekroć słyszę, że klienci ograniczają wybór ofert do tych, które mają atrakcyjne godziny wylotów, robi mi się słabo. W ubiegłe wakacje miałam w biurze panią, która nie dość, że miała dwa dni na wylot, to jeszcze chciała wylecieć wyłącznie między godziną 12 a 15. Przejrzałam propozycje w systemie i zakomunikowałam klientce, że nie mam jej czego pokazać. W trakcie wskazanych dni dominowały loty poranne i popołudniowe. Rozczarowana pani wyszła z biura, żeby poszukać czegoś u konkurencji. Wróciła po godzinie- u konkurencji także nie było takich ofert.

Sztuczne ograniczanie ofert tylko do tych, których wylot wpasowuje się w nasze kryteria jest absurdem. Polski rynek turystyczny nie jest na tyle duży, żeby w trakcie trzech lub czterech atrakcyjnych dla nas godzin przebierać w ofertach. Ponadto, godziny wylotów mogą ulec zmianie. I co wtedy?

5. Cena

Elastyczność cenowa nie oznacza, że mamy okraść bank i zapożyczyć się na kilka lat. Dla mnie to posiadanie w zapasie 200-300 zł na wypadek jeśli “coś fajnego” będzie nieco ponad budżetem. Doskonale wiem, jak ciężko odłożyć pieniądze i jak cenne potrafi być 50 zł, ale wielokrotnie miałam do czynienia z sytuacjami kiedy w budżecie klienta nie miałam absolutnie niczego wartościowego, za to 200 zł drożej był już dostępny świetny hotel. Niestety, klient powiedział, że budżet jest nie do przeskoczenia i nic z tego nie wyszło.

W kwestii ceny, warto także pozbyć się swoich wspomnień i przekonań. To, że trzy lata temu udało się złapać ofertę za 1500 zł do ekskluzywnego hotelu, nie oznacza, że sytuacja się powtórzy. Przede wszystkim, wszystkie ceny poszły do góry- skoro droższa jest żywność, prąd, paliwo i ubrania, to dlaczego wycieczki mają nie drożeć? Po drugie, to, że kiedyś coś nam się udało, nie ma najmniejszego znaczenia. Ja także 4 lata temu dorwałam na promocji płaszcz o wartości 1200 zł- posiadając dodatkowo bon zniżkowy, kupiłam go za 290 zł. Nie uważam jednak, że takie promocje będę znajdować zawsze podczas poszukiwań kolejnego nakrycia. Okazje mają to do siebie, że zdarzają się raz na jakiś czas, a ucelować drugi raz w świetną ofertę jest niezwykle trudno. Nie zakładajmy, że drugi raz uda nam się złowić złotą rybkę. Mierzmy siły na zamiary.

Jak widzicie, wszystko kręci się wokół magicznego przymiotnika ELASTYCZNY. Im bardziej elastyczni terminowo, cenowo i otwarci na ewentualny dojazd- tym więcej możliwości mamy.

Nie napisałam nic o specjalnych promocjach biur- lastach publikowanych w samo południe, tłustych czwartkach, chudych środkach, szczęśliwych trzynastkach. Uważam, że dużo ważniejsze od czekania na chwilowe promocje, jest zrozumienie, że sami jesteśmy kowalami naszych wakacji. Bez otwarcia na zmiany, modyfikacje i inne możliwości na nic nie zdadzą się nawet najlepsze obniżki, bo nie ma gwarancji, że w kolejnym “tłustym czwartku” zostanie wypuszczona do sprzedaży Wasza wymarzona oferta na Kos z wylotem z Wrocławia za 2500 zł.

Miejcie otwarte głowy, oczy szeroko otwarte i paszporty w gotowości. Świetnych ofert jest wiele, ale to musi być Wasza świetna oferta.

komentarze 2

  1. W sedno😁

  2. Z drugiej strony biura kombinują, o czym Pani też niedawno pisała. Dynamiczne ceny, oferty wycofywane na kilka dni i wracające droższe, albo umieszczane w systemie stopniowo. Właśnie szukam ofert na Wrzesień 2020 i nie jestem pewien, czy “nie ma” oznacza:
    A – nie ma i nie będzie, szukać gdzie indziej i czegoś innego.
    B – nie ma, ale może być, bo jeszcze nie wszystkie oferty są w systemach.
    Konieczność bycia rozsądnym i elastycznym powinno dotyczyć OBU stron.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*