Moje podróżnicze marzenia

Dawno, dawno temu, w niezbyt ładnej i niezbyt dużej miejscowości żyła sobie dziewczynka, która marzyła o odległych lądach. Pierwszym odległym lądem, jaki odwiedziła był Czarny Ląd. Rybka chwyciła haczyk. Tak to się zaczęło.

Robicie swoje listy podróżniczych marzeń? Ja tak. I ilekroć zobaczę jakieś miejsce, coś mnie zainspiruje albo usłyszę o niezwykłym zakątku- lista się poszerza. Nie trzymam się kurczowo jej realizacji. Ostatnio większość moich wyjazdów to wypadkowa pojawiających się możliwości i szans, a nie świadome wybory i podróż planowane miesiącami. Lista ewoluuje, posiada jednak stały człon, którym chcę się z Wami podzielić i tym samym zmotywować się do realizacji.

50. Zgubić się w Marrakeszu.

Dawno temu, kiedy istniał serwis nasza-klasa, zobaczyłam u kolegi zdjęcie z pięknego souku. Ogromnego, majestatycznego, magicznego. Próbowałam umiejscowić to miejsce na znanej mi mapie świata, ale nie byłam w stanie. Chodziłam wtedy do gimnazjum. Zebrałam się w sobie i zapytałam- co to za miejsce. Marrakesz. Wpisałam w google i odpłynęłam. W Marrakeszu byłam dwukrotnie, ale wciąż uważam, że to mało.

 

49. Uśmiechnąć się do delfina w Omanie.

W liceum odkryłam portal holidaycheck. Wchodziłam na podstrony różnych krajów i przeglądałam hotele. Najbardziej ciekawiły mnie zupełnie obce mi bliskowschodnie kraje. Kliknęłam na Oman i odleciałam. Przez wiele lat szczytem luksusu nie był dla mnie Burj Al Arab, tylko Al Bustan Palace, w pobliżu którego pływały stada delfinów. Myślałam sobie: „kim trzeba być żeby w Omanie podziwiać delfiny?”. Po 10 latach mogłam odpowiedzieć: „Wystarczy być Martą z Konina”.

 

48. Pokłonić się faraonowi w Egipcie.

Stanąć przed Tutanhamonem. Bezcenne. To, co kiedyś widziała garść wybranych, największa świętość, dzisiaj dostępne jest dla każdego.

 

47. Rozbić skarbiec w jordańskiej Petrze.

Widząca moje zainteresowania mama kupiła mi książkę o najwspanialszych zabytkach Bliskiego Wschodu. Petra rozpaliła mój umysł na dobrych kilka lat. Byłam w niej na długo zanim zaczął latać do Jordanii RyanAir. W rzeczywistości piękniejsza niż na zdjęciach.

 

46. Dotknąć miejsca, gdzie wszystko się zaczęło w Betlejem.

Ziemia Święta, Palestyna, konflikt, trzy największe religie, wielu ludzi, różne spojrzenia. Musiałam tam być. I byłam.

 

45. Przeczytać Hafiza w Iranie.

Iran to mój absolutny podróżniczy top. Od zawsze. I zawsze coś staje mi na drodze by odwiedzić ten niesamowity kraj, jednak konsekwentnie dążę do tego celu.

 

44. Stanąć w chmurach w Dubaju.

Najnowocześniejsze miasto świata, powstałe na pustyni, najlepszy hotel, największe lotnisko, najwyższy budynek. Jako nastolatka nie przepuściłam żadnego artykułu i filmu o tym mieście. W 2016 r. udało mi się je odwiedzić. Choć Dubaj mnie rozczarował, to jednak na zawsze zostanie w mojej pamięci- okazało się, że przyjeżdżając tam po jedno, wróciłam z zupełnie czymś innym, co zmieniło mnie na zawsze.

 

43. Dotknąć śniegu w tureckim Karsie.

Wschód Turcji, tajemniczy, pozbawiony turystyki, prawdziwy, różnorodny. A w tym wszystkim miasto, które opisał turecki Noblista.

 

42. Zwiedzić Stambuł z Orhanem Pamukiem.

Każdy kto mnie zna wie, że miłością absolutną darzę moją córkę i Orhana Pamuka. Pamuk to literacki geniusz, a opisana przez niego Turcja stała się przedmiotem mojej pracy magisterskiej. Mój pomysł na zwiedzanie Stambułu, którego mimo sześciu wizyt w Turcji wciąż nie odwiedziłam, to patrzenie na miasto oczami pisarza. I koniecznie odwiedziny w „Muzeum Niewinności”. „Romans” z Pamukiem chce przeżyć sama, bez świadków- myślę, że to będzie moja pierwsza całkowicie samotna podróż.

 

41. Być jak Lara w Angkorze.

I tu pojawi się znowu postać mojej mamy, która Marcie-licealistce kupiła piękną teczkę z tajemniczym rysunkiem i napisem Angkor. Zaciekawiona cóż to jest nadałam temat wyszukiwarce internetowej. Oniemiałam. Co to za miejsce? Myślałam, że film o Larze Kroft był kręcony w sztucznie wykreowanej scenografii, a jednak nie! Patrząc na Kambodżę, kraj odległy, nieznany i kompletnie poza moim zasięgiem, myślałam, że to miejsce dla szalonych podróżników i bogaczy. Jednak nie. Bo nie jestem ani szalonym podróżnikiem, ani bogaczem (jeszcze), a Angkor odwiedziłam.

 

40. Policzyć dachy drapaczy chmur w Szanghaju.

Chiny świadomie zobaczyłam pierwszy raz na zdjęciach z wycieczki znajomych mojej mamy (znowu ona!). Wcześniej była to dla mnie czarna dziura na mapie skąd pochodzą wszystkie rzeczy „made in China”. Zamiast fabryk zobaczyłam nowoczesne wieżowce. Szanghaj- ogromne miasto z majestatycznym Bundem. Nie wiem ile razy powiedziałam wtedy „wow”, ale ku mojemu szczęściu po niecałym roku to samo powtórzyłam stojąc na tarasie widokowym słynnego „otwieracza”.

 

39. Usłyszeć wiatr na pustyni.

Zawsze ciekawiły mnie miejsca pełne niezmąconej przestrzeni. Nie lubię lasów, kocham za to pola, morze, długie plaże, step. Kocham też niezmąconą niczym miłością pustynię. Chciałam zobaczyć wydmy, nieskończoność piasku, usłyszeć szum wiatru w miejscu, gdzie może się on rozpędzić bez przeszkód. Powiem jedno- niesamowite doświadczenie. Spokój doskonały.

 

38. Bawić się w Tel Awiwie, pracować w Hajfie i modlić się w Jerozolimie.

Z trzech wymienionych spełniłam jedno. Jerozolima jest niesamowita, ale chcę dopełnić obraz Izraela.

 

37. Usiąść tam, gdzie bohater „Alchemika” (Gibraltar).

Paulo Coelho jest synonimem literackiego obciachu i tandety. Dla mnie będzie on jednak osobą, która sprawiła, że zaczęłam czytać i wybierać książki świadomie. Moją pierwszą dorosłą lekturą był „Alchemik”, po nim zaczęła się miłość do książek. Czytając „Alchemika” zapragnęłam usiąść w tym samym miejscu, co jego bohater- na skraju Europy. I mimo tego, że nic Coelho nie miałam w rękach od wielu lat, wspomniałam go i podziękowałam za pasję do czytania i chęć odwiedzenia tego miejsca właśnie na Gibraltarze, z niesamowitym widokiem na Afrykę.

 

36. Stanąć w chmurach na Maderze.

Szał na portugalską wyspę zbiegł się z moimi początkami w branży. Właśnie wtedy TVN wypuścił serial. którego bohaterowie odwiedzili Maderę. Od tego momentu co drugi klient pytał o dostępność Madery. o wyspie wiedziałam tyle, co wszyscy-  że jest, że jest ciekawa, że jest zielona. Chcąc się doszkolić zaczęłam oglądać filmiki na youtube- szczególnie urzekł mnie jeden, w którym turyści idą w chmurach na jeden z maderyjskich szczytów. Kilka lat później również brodziłam w chmurach.

 

35. Pojechać tam, gdzie Chopin był turystą (Majorka).

Zawsze niezmiernie bawiło mnie, że Fryderyk Chopin, TEN WIELKI FRYDERYK CHOPIN, leczył się kiedyś na wyspie, która słynie z imprez o wielokrotnie wątpliwej jakości muzyki. Wyobrażałam sobie, co by biedaczyna zrobił gdyby to usłyszał. Na szczęście Chopin tych czasów nie dożył, a nawet gdyby to cudowna Valdemossa jest daleko od wybetonowanych kurortów. Zaliczone!

 

34. Zjeść sajgonki w Sajgonie.

Nie zjadłam w Sajgonie sajgonek, co jednak nie miało wpływu na fakt, że zakochałam się w tym mieście. Byłam, widziałam, chcę wrócić.

 

33. Przeżyć one night in Bangkok.

A nawet jakieś 14. Podobno Bangkok kocha się lub nienawidzi. Jestem zdecydowanie w tej pierwszej grupie, choć to niesamowite miasto potrafi zmęczyć. Zwłaszcza po nocy na Khao San Road.

 

32. Trzymać sokoła w Mongolii.

W jednej z firm, w których pracowałam poznałam dziewczynę (pozdrowienia Marta!), która była w Mongolii. Gdy tylko zaakceptowałyśmy swoje zaproszenia na fejsie, spojrzałam na jej galerię zdjęć-w szczególności z tego kraju. Step mnie urzekł. Niewiarygodne przestrzenie, kolory, krajobrazy. I te dumne, wspaniałe ptaki. Muszę tam kiedyś być.

 

31. Zapalić cygaro na Kubie.

Okej, nie jest to ambitne marzenie, ale nie wyobrażam sobie tego nie zrobić.

 

30. Przecierać zmęczone oczy na wschodzie słońca w Baganie.

Bagan pokazał mi mój klient- fotograf. O Birmie mówił pięknie, a za dobre doradztwo przyniósł mi jedno ze swoich zdjęć w dużym formacie. Gdy tylko pojawiła się opcja odwiedzenia Baganu natychmiast z niej skorzystałam. Szkoda tylko, że moje oczy przecierałam nie ze zmęczenia, tylko z bólu spowodowanego infekcją spojówki.

 

29. Napić się wina w Gruzji.

Gruzja. Czy trzeba coś dodawać? Wino. Czy to również wymaga komentarza?

 

28. Lecieć balonem w zimowej Kapadocji.

Kapadocja od zawsze budziła mój zachwyt. Udało mi się ją odwiedzić w 2015 r. Jednak wszystko zweryfikowało obejrzenie rewelacyjnego filmu „Zimowy sen”. Wtedy zrozumiałam, że Kapadocja najpiękniejsza jest zimą i to właśnie wtedy chciałabym ją zobaczyć z innej perspektywy.

 

27. Zatańczyć Dabke w Libanie.

Liban to moim zdaniem jeden z najciekawszych bliskowschodnich krajów. Kraj z największą liczbą uchodźców, najbardziej rozwiniętym przemysłem rozrywkowym w tej części świata, z jednej strony bardzo otwarty, z drugiej- borykający się z ogromnymi problemami. Złożony, niejednoznaczny, ciekawy. Wciąż oczekujący na realizację.

26. Przywitać Nowy Rok pod piramidami.

Piramidy widziałam dwa razy. I mogłabym je widzieć kolejne dwa. Albo i dwadzieścia dwa. Jednak specjalne miejsce na mojej liście ma spędzenie pod piramidami sylwestra.

 

25. Przejść Mur Chiński.

Przeszłam kawałek. Chyba wystarczy?

 

24. Podziękować Nowej Zelandii za wspaniałych żeglarzy w Auckland.

Dla mnie Nowa Zelandia to nie wioska hobbitów tylko mekka żeglarstwa. Zdobywcy Pucharu Ameryki, wielokrotni mistrzowie olimpijscy w wielu klasach, wybitni żeglarze, wilki morskie. Kocham ten sport i uwielbiam ten kraj, bo jest ojczyzną wspaniałego żeglarstwa. Zobaczenie Srebrnego Dzbanka byłoby prawdziwą podróżniczą ekstazą.

 

23. 7 dni w Tybecie.

A nawet dłużej, ale nie 7 lat. 🙂 Oczywiście, że chodzi o oczywistą inspirację filmem. Wciąż do zrobienia.

 

22. Być w największym dole (Morze Martwe).

W dole byłam wielokrotnie, w tym wyjątkowym, bo geograficznym- raz. Morze Martwe jest niesamowite. I tak, potwierdzam, podobnie jak inni bałam się, że będę pierwszą osobą, która nie uniesie się na wodzie.

 

21. Przejść tajemniczy ogród na Azorach.

Kiedyś firma, w której pracowałam, miała w swojej ofercie Azory, a na nich pobyt w hotelu, który sprawił, że oszalałam. Terra Nostra Garden- ukryty w pięknym ogrodzie, niewielki, zabytkowy, położony przy basenie z wodą nasyconą siarką. Wygląda jak scenografia nostalgicznego filmu.

 

20. Poczuć się jak gwiazda na Sardynii.

Zawsze chciałam odwiedzić jakieś miejsce w którym wakacje spędzają gwiazdy. Takie próżniacze marzenie obok wypraw z plecakiem. Los pokierował mnie na Sardynię, gdzie w tym samym czasie wypoczywała Beyonce, a rok później zrobiono zdjęcia boskiemu i nagiemu Orlando Bloomowi. Szczerze? Gdybym miała właściwie nieograniczony budżet Sardynia także dla mnie stałaby się wakacyjną destynacją numer 1. Wyspa jest absolutnie porywająca.

 

19. Uciekać przed mafią na Sycylii.

Zawsze coś mi staje na drodze by polecieć na Sycylię. Ilekroć widzę czyjeś zdjęcia- płonę. A później przychodzi jakaś inna propozycja i lecę w inne miejsce. Dlaczego chce uciekać przed mafią? Bo wolałabym uniknąć konotacji z „Ojcem chrzestnym”. Chciałabym poznać tę wyspę bez grającej w tle znanej wszystkim melodii.

 

18. Poszukać kwitnących wiśni w Japonii.

Nie ma chyba nic bardziej japońskiego niż kwitnące wiśnie. I mówię to jako kulturoznawca. Przepraszam za to uproszczenie, ale chciałabym zobaczyć rzeczywistość tych widokówkowych zdjęć.

 

17. Dotknąć magii w Konyi.

Dla przeciętnego turysty Konya to przystanek na drodze do Kapadocji. W ten sposób sama poznałam to miejsce. Gdy tylko wysiadłam z autokaru w pobliżu Mauzoleum Mevlany wiedziałam, że muszę tu wrócić. Bez wycieczki, hałasu i zgiełku. To miejsce ma niesamowitą energię. Całe jest przesiąknięte magią. Najlepszym momentem by do niego jechać jest coroczny Festiwal Derwiszy. Wróciłam, niepowtarzalna aura sprawiła, że wracam za rok.

 

16. Pobyć ze sobą na Camino de Santiago.

Droga Świętego Jakuba. Kilkanaście różnych tras, jeden cel geograficzny, wiele celów duchowych. Dla mnie? Trasa, która ma mnie sprawdzić, przetestować, sprawić, że zamilknę, odetnę się, głos wewnątrz zastąpi wszystkie głosy z zewnątrz.

 

15. Odetchnąć na Minorce.

Kiedyś zadzwoniła do mnie klientka rzucając radośnie do słuchawki: „Pani Marto, w tym roku chcemy lecieć na Minorkę! Za godzinę będziemy w biurze, poleci nam pani coś fajnego!”. Tylko jak tu polecić „coś fajnego” gdy Minorka jawi się jako biedna siostra Majorki i Ibizy? Przez godzinę w panice szukałam jakichkolwiek informacji, zdjęć i ciekawostek o wyspie. To, co zobaczyłam sprawiło, że „coś fajnego” znalazło się bardzo szybko, a Minorka to nie biedna siostra, tylko nie obnosząca się z milionami na koncie ciocia z Ameryki.

 

14. Kąpiel z widokiem na miasto w Singapurze.

Kolejne próżniacze marzenie, ale przyznaję się bez bicia- bardzo chciałabym mieć takie instagramowe zdjęcie gdy moczę się w basenie z widokiem na drapacze chmur.

 

13. Popatrzeć na Monako oczami Grace Kelly.

Mój ideał kobiecej urody, najpiękniejsza panna młoda w historii. Droga od nagrodzonej Oscarem aktorki do księżnej jednego w najmniejszych i najbogatszych państw świata brzmi niczym bajka. Grace Kelly. Zafascynowana jej życiem chciałabym zobaczyć miejsca w których żyła- piękną klatkę dla kolorowego ptaka.

 

12. Zaśmiać się na cmentarzu w Rumunii.

Rumunia- blisko i daleko. Geograficznie, kulturowo, religijnie. Kraj pełny paradoksów. Wiele, wiele, wiele lat temu na wycieczkę autokarową do Rumunii pojechali wujek z ciocią. Cała rodzina pukała się w głowę „co im odwaliło?”. Ja postanowiłam sprawdzić. Nagle okazało się, że Rumunia to nie tylko Cyganie, bieda i Drakula, ale także kultura, tradycja i krajobrazy. Niestety, wciąż odkładana przeze mnie na niezidentyfikowane „później”.

 

11. Zatrzymać się w Gumusluk.

Jedyne miejsce, które wpisałam na listę marzeń… po powrocie z niego. O Gumusluk pisałam tutaj. Dla mnie to najpiękniejsze miejsce w jakim kiedykolwiek byłam. Moje miejsce. I chciałabym się tam zatrzymać. Po prostu.

 

10. Poznać bohaterów w Rojavie.

Kurdystan- miejsce, którego nie ma. Kurdowie- ludzie, którzy nie mają swojego kraju i którzy giną w walce o swoją niepodległość oraz przeciwko tzw. państwu islamskiemu. Rojava to zaczątek zmiany na Bliskim Wschodzie. Wierzę, że dzięki determinacji tych ludzi, niebawem miejsce bezpieczne, w którym udowodnią światu, jak niesprawiedliwie potraktowała ich historia.

 

9. Wypić Mołdawskie wino.

Co wiemy o Mołdawii? Nie ma dostępu do morza, stolicą jest Kiszyniów, pochodził stąd zespół O-zone, który wykonywał hit wakacji sprzed dwóch dekad (Numa numa neeeeeeej) oraz produkuje się tu niezłe wino. Ktoś kiedyś rzucił, że Mołdawia to państwo widmo. Chciałabym temu widmu nadać realny byt.

 

8. Zobaczyć balet w Bolshoi.

Kocham balet, choć sama ledwo tupię nogą w rytm muzyki. Rosyjski balet to klasa sama w sobie, a Bolshoi to nie teatr- to historia, duma, a dzisiaj- także baletowy pudelek, bo gwiazdy baletu w Rosji mają taki sam status jak piosenkarze i aktorzy. Bilety należy zamawiać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, a kosztują… dużo. Ale czego nie robi się dla marzeń?

 

7. Przejechać Laos na skuterze.

Skuterem poruszałam się po Baganie. Wtedy wpadła mi do głowy myśl, żeby zwiedzić w ten sposób któryś z Azjatyckich krajów. W rejonie do kompletu brakuje mi Laosu, który powiem szczerze, zaintrygował mnie w trakcie oglądania „Azja Express”. Jak widać czasami nawet program niezbyt wysokich lotów może być początkiem czegoś ciekawego.

 

6. Kupić jedwab na Szlaku Jedwabnym.

Od podstawówki ciekawiły mnie historie szaków handlowych. Zastanawiałam się ile determinacji mieli w sobie starożytni kupcy podróżujący tak wiele kilometrów po towary. Wielokrotnie dzisiaj, w dobie internetu, przewodników, blogów podróżniczych i dobrej edukacji, mamy problem jak odnaleźć się w innym kraju, obcej kulturze. Setki lat temu kupcy bez tego całego zaplecza wyruszali, wędrując miesiącami na krańce świata. Widzieli rzeczy o jakich nie śnili, ludzi żyjących tak skrajnie inaczej niż oni sami. Chciałabym podobną trasą i tożsamym tempie udać się ich śladami.

 

5. Zobaczyć Manhattan pustyni (Jemen).

Jako nastolatka byłam wirnym czytelnikiem (i zbieraczem) gazety „Poznaj świat”. W klasie maturalnej moją wyobraźnią zawładnęła okładka z przepięknymi budynkami miasta Sanaa. Manhattan Pustyni nadal został przeze mnie nieodkryty, wierzę, że Jemen w końcu stanie na nogi, a ja pokocham sąsiada Omanu.

 

4. Przekroczyć granice na Cyprze.

Moi znajomi uwielbiają kpić z mojego zamiłowania do tej śródziemnomorskiej wyspy, ponieważ ilekroć mam lecieć na Cypr, tyle razy ląduje w innym miejscu. W 2015 r. miałam lecieć na Cypr z mamą, jednak anulowano nam pobyt w hotelu (nie zotał on do użytku), w 2017 r. chciałam tam lecieć na urlop po sezonie, ale mój szanowny narzeczony pracował na Krecie, więc wylądowałam w Grecji, a w 2018 r. mieliśmy oboje lecieć na Cypr, jednak w ostatniej chwili okazało się, że Michał leci na destynację wcześniej i… wylądowaliśmy na jedynej wyspie, której termin wylotu zgrywał się z jego powrotem do pracy, czyli na Sal (Cabo Verde).

Cypr ma wszystko, co kocham- Grecję i Turcję, ciekawe zabytki, piękne plaże, niezwykły klimat i historię z wielkim konfliktem w tle.

 

3. Przeżyć w drodze kilka dni (kolej transsyberyjska).

Kolejna trasa do zrobienia. Temat oklepany, ale marzę o tym i ja. Podróż wgłąb Rosji, trochę podróż w czasie. Niesamowita przygoda i ćwiczenie umiejętności podróżowania bez ciągłego bycia w ruchu.

 

2. Spojrzeć w dół z mostu w Mostarze.

Bośnia i Hercegowina- kraj wielu blizn, naznaczony tragiczną historią. Rany wciąż się zabliźniają, obok miejsc, które pamiętają dramat wojny, są miejsca pocztówkowe, piękne, zjawiskowe.

 

1.Podziwiać gliniane meczety w Mali.

Od kiedy tylko pamiętam intrygował mnie islam. Islam w wydaniu bliskowschodnim. Islam Czarnej Afryki to dla mnie nieodkryty ląd.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*