Ratunku, jestem Szwajcarką!

Podobno kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości. Cóż, moja branża od początku roku nie ma szczęścia, za to ja od momentu zamknięcia granic mam ogromnego farta do znajdowania genialnych książek.

W mojej pierwszej pracy, po kilku tygodniach w biurze, usłyszałam od kierowniczki, że pasowałabym do społeczeństwa szwajcarskiego. Byłam wtedy bardzo zafrasowana, bo moja wiedza o Szwajcarii była zestawieniem kilku klisz: Toblerone, góry, krowy, rzeki, doskonali żeglarze (zespół Alinghi to zdobywcy Pucharu Ameryki- czyli można bez dostępu do morza być najlepszym), referenda. Widząc moją zdziwioną minę, kierowniczka zaczęła mi tłumaczyć jak wygląda życie w Szwajcarii (mieszkała tam jej siostra). Pomyślałam: “okej” i potraktowałam to jako komplement.

Kiedy w zeszłym tygodniu sięgnęłam po książkę Joanny Lampki, przed oczami znowu miałam te same klisze. Czekoladki, góry, krowy, rzeki, doskonali żeglarze, referenda. Mniej- więcej w połowie książki stwierdziłam, że faktycznie mogłabym mieszkać w Szwajcarii, a czytając rozdział o zasadach dotyczących ciszy, wiedziałam, że jestem Szwajcarką. Z krwi i kości. Z zestawem zalet, wad i przywar (bo i o tym autorka pisze). Nie wiem, jak to możliwe, bo nigdy w Szwajcarii nie byłam.

Sami wiecie, że kocham Turcję całym moim słowiańskim (może nie, może już lepiej- szwajcarskim) serduszkiem, jednak doskonale wiem, że próba zamieszkania w kraju Orhana Pamuka zakończyłaby się katastrofą. Kochać Turcję i podziwiać ją z daleka, a mieszkać w Turcji i nadal ją kochać to dwie różne sprawy. Ilekroć jestem w sułtanacie Erdogana albo o nim czytam (a co czytam zobaczcie sami) nabieram pewności, że mój charakter nie współgra z tureckim duchem. Joanna Lampka uświadomiła mi natomiast, że moi pobratymcy znajdują się w środku Europy. Dość jednak o mnie.

“Szwajcaria, czyli jak przeżyć między krowami a bankami” to książka dowcipna, barwna, rzeczowa i inteligentna. Zaśmiewałam się przy niej do rozpuku, bo autorka ma wyjątkowy talent do pisania o sprawach poważnych w sposób zabawny i lekki. Referenda, konstytucja, prawo, głosowanie, społeczeństwo obywatelskie- tematy ciężkie jak głazy, Joanna Lampka przedstawia w taki sposób, że chciałabym zarekomendować ją w MInisterstwie Edukacji Narodowej jako autorkę podręczników do WOSu. Uczniowie wreszcie mieliby szansę objąć umysłem te abstrakcyjne pojęcia.

Jak to możliwe, że Szwajcarzy bardzo często nie znajdując wspólnego języka (dosłownie) są doskonale zgodni w referendach? Czy Szwajcarzy są szaleni rezygnując z wysokiej płacy minimalnej i darmowej telewizji? Co sprawia, że przeciętny szwajcarski emeryt ma kondycje lepszą od polskiego trzydziestolatka? No i jak oni to robią, że nie wchodzą sobie w drogę żyjąc obok siebie?

Nie oderwiecie się od tej książki nawet na chwilę. Będziecie się śmiać, wyszukiwać miejsc i danych w internecie, dziwić się Szwajcarom “że tak w ogóle się da” i gratulować im w myślach. Joanna Lampka oczarowała mnie Szwajcarią i swoim rewelacyjnym stylem oraz poczuciem humoru. Chciałabym ją wysłać w rożne części świata, żeby opisała mi równie dowcipnie i inteligentnie wszystkie kraje, o których moje wiedza wiedza zamyka się w zestawie klisz. Życzę sobie i Wam, więcej takich książek.

Książkę kupicie tutaj

komentarze 4

  1. Dodano do listy „Chcę przeczytać”

  2. Ja po przeczytaniu książki o Finlandii uznałam, że jestem finką i zaczęłam uczyć się fińskiego. Strasznie podoba mi się ich kultura, język tym bardziej i chyba przez książki znalazłam swoje miejsce na ziemi.

  3. Bardzo mi się podoba recenzja, zachęciłaś mnie do przeczytania …
    I jeszcze pośmiać się można, tego szukam 🙂

  4. Książkę już wciągam na listę czytelniczą, propozycja podróży zdecydowanie dla mnie. 🙂