We Are Here Expedition:Egzotyczne znaczy swojskie

 O podróżach dookoła świata słyszał i marzył każdy z nas. Do tej pory uczestnicy takich podróży byli dla mnie stadem bezimiennych kosmitów, którzy przemierzają bezkres. Wszystko zmieniło się, kiedy przemierzać bezkres postanowiła moja znajoma. Tym sposobem bezimienni nabrali imienia, a przybysze z innej planety okazali się jak najbardziej ziemscy. Przeczytajcie historię Magdy i Aśki, które postanowiły zrobić to o czym sami boimy się myśleć.

Specjalistka od wakacji: Zawsze kiedy myślę o podróżach dookoła świata nasuwa mi się pytanie- życie dla podróży czy podróże dla życia?

Magda: Raczej po to, żeby życie mi nie uciekło. Podróże jako takie nie są całym sensem mojego życia, aczkolwiek są jego wielkim dodatkiem. Zdecydowanie nie jest to mój główny cel w życiu, ale… w tą podróż wybrałam się z myślą, że może gdzieś na świecie znajdę idealne miejsce, gdzie mogłabym się zakorzenić. A jeśli takiego miejsca nie znajdę to pewnie dojdę do wniosku, że podróżowanie będzie tym, co będę chciała robić przez resztę życia. Z podróżami jest o tyle niebezpiecznie, że im więcej miejsc się odwiedza tym jeszcze więcej chce się zobaczyć.

Aśka: Dla mnie to pierwsza tak złożona i długa wyprawa. Dotychczas, nawet jeśli nie było mnie w Polsce przez rok, to zwiedzałam w tym czasie jeden kraj. Teraz, kiedy co miesiąc odwiedzamy inny zakątek świata, poznajemy różne kultury, kuchnie, miejsca, nowych ludzi, którzy wcale nie tak bardzo różnią się od nas- umysł zaczyna szleć. Człowiek uświadamia sobie jak wiele traci siedząc przede wszystkim w Polsce, spędzając co roku wakacje w górach czy nad Bałtykiem. Naszej ojczyznie rzecz jasna niczego nie brakuje, ale jest ona tylko plamką na mapie świata i warto zainteresować się całą resztą, na której poznanie życia nie starczy.Tego typu wyprawa przewartościowuje. Już teraz podróż zaczęła wyznaczać sens mojego życia i nie mam nic przeciwko temu :).

S: Czas na trywialne pytanie, które pewnie słyszałyście wielokrotnie, Ale wciąż ciekawi tak samo. Skąd pomysł na podróż dookoła świata?

M: Pomysł padł w czasie kiedy obie podjęłyśmy pracę, w której totalnie się nie odnajdowałyśmy. Zaczęłyśmy rozmyślać jak fajnie mają inni ludzie, którzy jeżdżą po świecie, wybierają się w długie podróże- kilkumiesięczne, kilkuletnie. Najpierw było marzenie o odwiedzeniu dwóch krajów – Australii i USA, a potem okazało się, że po drodze jest jeszcze wiele wartych zobaczenia miejsc, więc zaczęłyśmy dużo czytać o długoterminowych podróżach. Zamiast tylko zazdrościć ludziom (a był to czas kiedy ledwo utrzymywałyśmy się z naszych pensji) postanowiłyśmy, że pojedziemy w roczną podróż dookoła świata. Zbieranie pieniędzy na podróż zajęło nam trzy lata, w ciągu których większość decyzji była podejmowana przez pryzmat podróży, więc w sumie można nawet stwierdzić, że zawieszenie naszego „normalnego życia” zaczęło się już wtedy.

A: Był to samorodek. Poznałyśmy się w sklepie odzieżowym, w którym pracowałyśmy jako ekspedientki. Obydwie skończyłyśmy kierunki związane z kulturą i sztuką, obydwie byłyśmy niezadowlone z tego, co przyszło nam w życiu robić. Codziennie składałyśmy ubrania, oznaczone metkami „made in china”, „made with love in bangladesh”, „made in India” i kpiłyśmy, że widziały one więcej świata niż my. Między wieszakami z koszulami potrafiłyśmy godzinami rozmawiać o tym, co jest do zobaczenia w Indiach, Tajlandii czy Australii. Któregoś dnia, Magda przyszła do pracy z zapisanym cytatem: „If you can dream it, you can do it”. To było jak dotknięcie magicznej różdżki. Zadecydowałysmy: zróbmy to. Zwiedźmy świat!

S: Wiem, ze jesteście na początku swojej drogi, Ale muszę zapytać- czy ta podróż będzie miała swój koniec?

M:Koniec podróży będzie na pewno, ale nasze plany nieustannie się zmieniają, nie planowałyśmy np. Kambodży, w której obecnie jesteśmy, nie planowalyśmy też jeżdżenia po Azji, a niedawno wpadłyśmy na pomysł, że skoro jesteśmy niedaleko to dlaczego by nie odwiedzić Tajlandii, Birmy, Laosu i Wietnamu. Zajmie nam to ok. 4 miesięcy. Nie planowałyśmy też powrotu do Indii, a najprawdopodobniej w drodze powrotnej, będą naszym ostatnim przystankiem. I tak z rocznej podróży, zrobiło się półtorej roku. Data powrotu jest nam nieznana, ale chciałybyśmy być na święta Bożego Narodzenia z naszymi rodzinami.

A: Wyruszyłyśmy ze wstępnym szkicem wyprawy, ale zgodnie założyłyśmy, że będzie to plan elastyczny. Już teraz z naszej trasy wykluczyłyśmy obie Ameryki, bo będąc w drodze widzimy wiele miejsc w których warto się zatrzymać. Jednak tego typu przystanki kosztują nas sporo czasu i piniędzy. Planujemy wrócić na święta tego roku, ale nie wykluczamy wyruszenia w dalszą trasę, po dorobieniu do budżetu, w roku 2019.

S: Skoro już jesteśmy przy końcu- jak miałoby wyglądać wasze życie po podróży? Czy w ogóle o tym myślicie?

M: Ja w ogóle o tym nie myślę. W kwestii przyszłości,  jedyne na czym się skupiam to jakie kraje i miejsca jeszcze warto odwiedzić, a w których nie udało nam się być teraz. Jedyna myśl zwiazana z powrotem do domu, to myśl o tym, gdzie po powrocie zabiorę mamę na wakacje.

A: To będzie silne zderzenie. Chyba trochę boję się o tym myśleć. Z drugiej strony, ta podróż inspiruje i w głowie nieśmiało rodzą się jakieś pomysły „na siebie”, ale trzeba się z nimi porządnie przespać. Póki co, nie ma na to czasu, bo jesteśmy w drodze i każdy dzień jest dla nas bardzo intensywny. Dlatego nad tym, co dalej, może zacznę się bardziej zastanawiać w okolicach października.

S: Za czym tęsknicie? Czego brakuje wam w podróży?

M: Na początku w zimniejszych rejonach brakowało mi ciepłej wody, ale od pierwszego dnia w Kambodży, w ogóle za nią nie tęsknię. W Nepalu tęskniłam za grzejnikiem, bo noce były strasznie zimne. Tęsknię za możliwością prania rzeczy w pralce. Czasem tęsknię za tak po prostu swoim kątem. Za rodziną, kotem, chyba za rodzinnym domem tęskni się najczęściej. Najbardziej z jedzenia za: pierogami, żółtym serem.

A: Papier toaletowy czasem potrafi kosztować krocie, ale jest do zdobycia ;). Tęskni się za domową kuchnią- za bigosem, za kotletem mielonym z ziemniaczkami i mizerią, za ruskimi pierogami- porządnie wysmażonymi! Za czereśniami i jabłkami prosto z drzewa. Tęskni się za ptysiem z cukierni oddalonej od domu o jakieś 3 minuty drogi, a stąd o kilkanaście godzin lotu. Tęskni się za świętym spokojem, za dniem spędzonym z sobą samym. Tęskni się za pieseczkiem. Za domem.

S: Co zmienia taka podróż? Czy zauważyłyście jakieś zmiany w sobie?

M: Wydaje mi się, że taka podróż robi trochę zamieszanie w głowie. Widzi się ludzi, z różnych kultur jak żyją, jak niewiele im potrzeba do życia. W dużej mierze utwierdza się w koncepcji minimalizmu, i do pełni szczęścia zaczyna człowiekowi naprawdę niewiele brakować. Zaczyna się bardzej doceniać prostotę życia. Podróż to ciągła modyfikacja stylu życia, zwłaszcza, że w podróży tryb dnia wygląda zupełnie inaczej. Mieszkamy z ludźmi z totalnie odmiennych kultur, o innych zachowaniach, do których musimy się dostosować. W różnych warunkach przychodzi nam też mieszkać, powoli zaczynamy być obojętne na szczury i myszy w pokoju, zaś spanie, jedzenie czy prysznic z gekonami jest już dla nas zupełną normą  (to chyba jedne z najmilszych zwierząt na świecie).

A: Uczy tego, że to, co w domu podczas pakowania oznaczało mało, w trasie znaczy: dużo. Uczy tego, że można podróżować, mając w plecaku 3 bluzki i dwie pary spodni. Uczy nie przywiązywać się do rzeczy. Uczy nie bać się ludzi- teraz zagadujemy obcych bez większych problemów. Uczy, że świat mimo różnic jest bardzo podobny. Czasami musimy przystanąć i powiedzieć sobie głośno: „Ej, jesteś w Kambodży”,bo wszystko dookola pomimo, że egzotyczne, wydaje się swojskie.

S: Jakie są wasze plany?

M: Nasze plany głównie uzależnione są od ceny biletów lotniczych i pogody w krajach jakie chcemy zobaczyć. A pobyt w danym kraju zależny jest od wiz, jeśli wiza pozwala na miesiąc zostajemy miesiąc, jeśli na dłużej, to zostajemy dłużej.

A: wyznaczyłyśmy i punkty i miejsca, a los i tak robi z naszym planem, co chce. My się nie buntujemy, bo calkiem dobrze na tym wychodzimy. Do wszelkich niespodziewanych zmian, podchodzimy pokornie, bo już się nauczyłyśmy, że wszystko jest po coś :).

S: Jesteście już jakiś czas w podróży. Daleko od domu, skazane na siebie. Czy sytuacja, przyznajmy, dość niecodzienna, nie generuje między wami konfliktów, napięć? Macie ciche dni? A może zdarzyło się wam pomyśleć „mam k****A dość!”

M: Ciche dni mamy. Tak naprawdę jeszcze nigdy nie pokłóciłyśmy się o coś naprawdę konkretnego, burza często rozpoczyna się od detali, drobnostek. Czasem się po prostu do siebie nie odzywamy. Czasem są konflikty o niewiadomo o co, więc tak – mamy różne spięcia. Szczerze mówiąc, ciężko jest być z kimś tyle czasu i nie mieć spięć. Bycie ze sobą 24h na dobę non stop jest dość ekstremalnym przeżyciem. Obie jesteśmy bardziej typami introwertyczek, o totalnie różnych charakterach,  a w czasie tej podróży bardzo ciężko jest wygenerować przestrzeń tylko i wyłącznie dla siebie nawet na 15 minut, więc czasem nawet widok drugiej osoby drażni.

A: Do rękoczynów nie doszło. Oczywiście, że ciche dni i ostre wymiany zdań mamy na koncie- to oczyszcza atmosferę. Zdecydowanie różnimy się od siebie i czasami te różnice nas drażnią, nawet na potęgę… Wtedy trzeba przeczekać tę burzę, spakować plecak i ruszyć dalej.

S: Nie boicie się, Że coś was ominie? Większość osób patrzy na życie przez pryzmat realizacji pewnych punktow- etat, mieszkanie, rodzina. Pewnie zaglądacie na Facebooka- widzicie śluby, narodziny, awanse w korporacyjnej drabinie- nie dopada was uczucie, Że coś was omija?

M: Właśnie wymieniłaś 3 rzeczy, o których nigdy nie marzyłam i nie marzę do tej pory. To są chyba inne priorytety – niektórzy marzą żeby wykąpać się ze słoniem, inni o etacie, mieszkaniu i rodzinie – dla mnie żadna z tych trzech rzeczy nie przyniosłaby mi najmiejszego szczęscia, ale taki słoń jak najbardziej. Uważam za  niemożliwe byłoby mieć pracę, dziecko i podróże jednocześnie. W moim przypadku to wybór albo jedno albo drugie.

A: ja najbardziej się boję myśleć o tym, jakie magiczne miejsca musimy omijać na trasie, bo zaraz przyjdzie nam opuszczać  kraj, w którym kończy nam się wiza…

S: Przemieszczacie się z miejsca na miejsce- czy nie towarzyszy wam poczucie tymczasowości? Czy nie czujecie, że nie stajecie się częścią danego miejsca tylko zawsze jesteście gdzieś na chwilę? Stoicie obok? Że zamiast uczestnikami życia stajecie tylko jego obserwatorkami?

M: Zależy od miejsca. W niektórych krajach czujemy się, że stajemy się częścią społeczności, w której jesteśmy jak to zdażyło się np. w Indiach, a w niektórych tylko to życie obserwujemy – w obydwu przypadkach myślę, że lepsze jest choć bycie gdzieś przez chwilę, niż niebycie tam wcale. Nie wyobrażam sobie uczenia się świata z książek czy telewizji. Wiele rzeczy warto zobaczyć na własne oczy.

A: Od dnia wyjazdu nie miałam takiego uczucia. Raczej dzięki tej podróży, czuję się bogatsza. Na trasie poznałyśmy parę naprawdę niesamowitych osób, które stały nam się bliskie jak rodzina. Dużo się od nich nauczyłyśmy, myślę, że to bezcenne doświadczenie. Nie, zdecydowanie nie czuję się stratna.

S: Co następne? Gdzie teraz się wybieracie?

M: Przez najbliższe 2 tygodnie uczymy dzieci angielskiego na wiosce. A potem z Phnom Penh jedziemy do Bangkoku, a potem powolnym tempem będziemy podążac w stornę Birmy, Laosu, Wietnamu, żeby stamtąd polecieć do Australii.

A: Tuk tukiem, na wioskę, której nazwy nie pamiętam :). Będziemy uczyć- pierwszy raz, podczas tej wyprawy. Prawdopodobnie nie ostatni. Lubimy wyzwania :).

Przygody dziewczyn możecie śledzić na ich Facebooku 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*