Prezentownik dla specjalistów i wakacjuszy

Kontynuuję ubiegłoroczną serię wpisów dotyczącą najciekawszych prezentów dla miłośników podróży i osób pracujących w branży. Specjalnie dla Was wyselekcjonowałam najciekawsze propozycje prezentów świątecznych.

Ten post nie powstał we współpracy z jakąkolwiek firmą, natomiast wszystkie linki to afiliacja. Oznacza to, że jeśli zdecydujecie się na zakup którejś z rzeczy to otrzymam od Allegro prowizję. Wybrałam najtańsze aukcje od sprawdzonych sprzedawców. Enjoy!

Czytnik ebooków

Jeśli śledzicie mnie od jakiegoś czasu to wiecie, że:

a) kocham książki

b) kilka miesięcy trwało wybieranie najlepszego czytnika ebooków i wielokrotnie prosiłam obserwujących o pomoc.

Przytłaczająca większość osób polecała Kindle Paperwhite 4 i ostatecznie właśnie na ten czytnik padło. Powiem Wam jedno – to prawdziwy gamechanger, najlepsze decyzja tego roku. Po pierwsze, jest lekki i nie zajmuje dużo miejsca. Po drugie, nie niszczy się w torebce/plecaku (książki, które woziłam ze sobą zawsze gniotły się i zadzierały). Po trzecie, uwielbiam zaznaczać na nim tekst i dodawać notatki. Po czwarte, ściąganie książek jest dziecinnie proste.

Uwielbiam to urządzenie, baterie trzymają dłuuuuugo, mam dostęp do wielu książek w każdym miejscu (wyobraźcie sobie wożenie ze sobą pięciu – sześciu książek w bagażu) i wszystko chodzi jak złoto. Jets to prezent drogi, ale na lata. Nie wyobrażam sobie powrotu do normalnych książek, a byłam bardzo oddanym orędownikiem papieru.

Wersja różowa

Wersja zielona

Wersja niebieska

Kalendarz Moleskine

Moleskine to jedna z najpopularniejszych marek kalendarzy na świecie. Kiedyś uważałam wydawanie takich pieniędzy na artykuły papiernicze za brak rozsądku, dlatego kupowałam zwykłe kalendarze za 20-30 zł. Efekt był taki, że tusz (piszę piórem) był odbity na kolejnych kartkach, strony wylatywały, a okładki po pierwszym kwartale wyglądały jakby pamiętały czasy Gutenberga. W jednym z biur w których pracowałam szef kupował do zapisywania rezerwacji (tak, tak, były takie czasy przed CRM i uściśleniem RODO) kalendarze Moleskine i… zmieniłam zdanie.

Kalendarze i notesy są nie do zajechania. Noszone w torebkach i plecakach, otwierane i zamykane, uzupełniane piórami i zakreślaczami, no i wypełniane do tego stopnia, że gdybym zgubiła swój to znalazca mojego kalendarza na pewno myślałby, że cierpię na zaniki pamięci – potrafią przetrwać wszystko. Papier jest rewelacyjny, wykonanie wzorowe. Sama używam rozmiaru L i rozkładu dziennego. Na każdy rok, oprócz klasycznej czerni, są nowe kolory.

Ice green

Szafir

Czarny

Świeczki Woodwick

Paląca się świeczka z drewnianym knotem to domowa sesja relaksacyjna. Odgłos jaki wydaje ten knot to taki kominek w wersji do bloku. Nie będę prezentować feerii zapachów tylko skupię się na jednym, bo jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak pachnie Oman to… właśnie tak. Od momentu, gdy powąchałam w sklepie świeczkę o wdzięcznej nazwie Stone washed suede (kto to wymyślił?!) poczułam się jakbym była w Omanie. Ten zapach to magia w czystej postaci – nie żadna mdła wanilia, denerwująca słodycz, toaletowa świeżość dyfuzorów z Tesco. Nie znam nikogo, komu ten zapach by się nie podobał i potwierdziłam to w październiku – autentycznie pachnie jak Oman. Zatem jeśli macie ochotę na odrobinę Omanu w swoim domu lub chcecie wysłać kogoś na próbkę wczasów w Sułtanacie – tu macie link do demo i do pełnej wersji świeczki.

Daktyle

Najlepszy prezent dla wszystkich, którzy kochają słodycze, ale nie chcemy ich truć chemią. Zanim jednak zacznę rozpływać się nad złotem Bliskiego Wschodu, muszę jasno zakomunikować – jeśli nie smakują Wam daktyle, a jedyne jakich próbowaliście to te z polskich sklepów albo te z Egiptu to z przykrością stwierdzam – nie jedliście prawdziwych daktyli. Uważam się za znawczynię daktyli, dlatego zaufajcie mi. Najlepsze to te z Iranu, Emiratów i Omanu. Wszystkie inne uważam za… niezbyt smaczne.

Jeśli chcecie spróbować lub podarować naprawdę dobre, miękkie i mięsiste daktyle to niezmiennie polecam daktylki irańskie w wersji XXL albo emirackie.

Turecka kawa

Zamiast kupować kolejną neskę albo dżejkobsa, kupcie turecką kawę. Tylko koniecznie w zestawie z tygielkiem! Turecka kawa smakuje bosko i kopie lepiej niż energetyki – musicie jednak pamiętać, że chcąc ją komuś podarować, najlepiej zapewnić odpowiedni sprzet do jej przygotowania, bo zwykłe zalanie tej kawy zabije jej smak i aromat. W przygotowaniu tureckiej kawy nie ma wielkiej filozofii – oczywiście, wiele osób robi z tego sztukę odcedzając i dogotowując kawę konkretną ilość razy, ale już w podstawowej wersji zagotowaniu w tygielku smak i zapach są wspaniałe.

Chyba najpopularniejsza marka to Murat Efendi – tu dostępny z tygielkiem, a tu – z tygielkiem i filiżankami.

Natalia Hatalska “Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?”

Zanim oczko Wam zejdzie na kolejne propozycje prezentów, napiszę, że to najlepsza książka jaką przeczytałam w tym roku. I niech Was nie zmyli tytuł – nie ma tu wiele o technologiach ratujących życie, jest natomiast góra informacji i prognoz jak może wyglądać przyszłość. Jest to pozycja obowiązkowa dla… wszystkich. Hatalska pokazuje jaki wpływ na nasze życie mają trendy i technologia – część dotycząca metawersum i tworzenia wirtualnego świata powinni przeczytać wszyscy, którzy działają w jakimkolwiek biznesie. Co niezwykłe, część z opisanych zaledwie pół roku temu zjawisk już jest naszą rzeczywistością. Książka jest absolutnie doskonała i co najważniejsze – napisana tak, że wciąga lepiej niż niejedna powieść. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zarwę noc czytając książkę o technologii, a jednak. Nie będziecie żałować, obiecuję. Podrzucam link.

Agnieszka Maury “Turcja. W mojej krainie minaretów, aromatycznej herbaty i mruczących kotów”

Kiedy Agnieszka z bloga Styk Kultur ogłosiła, że pisze książkę o Turcji zadrżałam. Uwielbiam jej bloga, ubóstwiam sposób w jaki pokazuje Turcję, do tego trochę nas łączy – obie jesteśmy po studiach kulturoznawczych i obie kochamy Turcję, ale z dystansu, bo żadna z nas w Turcji na stałe nie mieszka. Kiedy Wasz ulubiony bloger pisze książkę to ekscytacja miesza się z obawą. Jak dobrze, że ta książka jest tak samo dobra, jak wszystko co tworzy Agnieszka! Ufff i… wow! To jest bardzo dobra, smakowita i aromatyczna lektura. Taka przez którą się płynie, a nie walczy o każdą kolejną stronę. Agnieszka, jakie to dobre! Polecam Wam wszystkim – bez wyjątku! Klik i jest Wasza!

Peter Frankopan “Jedwabne szlaki. Nowa historia świata”

Gdyby ktoś mi powiedział, że będę emocjonować się książką historyczną to popukałabym się w głowę. A jednak. Ta książka jest absolutnie doskonała – przede wszystkim dlatego, że odwraca europocentryczną narrację historii świata. Od dziecka, z powodu szerokości geograficznej w jakiej się urodziliśmy i w której dorastaliśmy (czyli również – przyjmowaliśmy edukację) przejęliśmy określony sposób widzenia losów cywilizacji. Frankopan wywraca znaną nam historię do góry nogami i nie jest to żadne szarlataństwo czy zbiór teorii spiskowych. To jest dokładnie TA sama historia, którą znamy, ale opowiedziana z perspektywy Bliskiego Wschodu. Wydarzenia, które z naszej perspektywy są marginalizowane albo stanowią zaledwie wtrącenie, dla rzeczywistości w innych częściach globu miały kluczowe znaczenie. Może zabrzmi to górnolotnie, ale jest to książka, którą każdy inteligentny człowiek powinien znać. Podrzucam link do dobrego wydania (uważajcie, bo jest jeszcze uproszczona wersja dla dzieci i zakładam, że nie chcielibyście kupić wersji dla juniorów).

Kapka Kassabova “Granica. Na krawędzi Europy”

Polecałam tę książkę w ubiegłorocznym prezentowniku i polecę ją i tym razem. Ta książką nie dość, że się nie starzeje, to jeszcze zyskuje na aktualności przez to, co dzieje się na wschodniej granicy. To książka o pograniczu bułgarsko – grecko – tureckim i o ludziach, którzy na tym pograniczu się znaleźli. O tych, którzy próbują znaleźć lepsze życie i tych, którzy uciekają. Bez cukru, lukru i idealizowania, chociaż napisana jest w sposób elektryzujący, magiczny. Rewelacyjny reportaż, wspaniała książka i doskonały styl. Uprzedzam, że ciężko jest się od niej oderwać, więc zarezerwujcie sobie kilka wieczorów. Książkę znajdziecie tutaj.

Wywołanie zdjęć

Niby nic, a powiedz szczerze – kiedy ostatnio wywołałaś zdjęcia? Kiedy sama dostałam bon na wywołanie zdjęć byłam zdziwiona – wszystkie moje zdjęcia były zgrane na dysk i oprócz tego, że czasami przekopywałam je w poszukiwaniu fotki na IG to “kurzyły” się w folderach. Po pierwsze, sam wybór zdjęć do wywołania był świetną zabawą. Po drugie, wywołane zdjęcia można pokazać znajomym, rodzinie, komukolwiek – to zupełnie inny poziom pokazywania fotek niż przeklikiwanie jpg. Obiecuję Wam, jak już raz wywołacie zdjęcia to będziecie chcieli wywołać jeszcze więcej. Spróbujcie sami – na początek set 200 zdjęć za 48 zł jest naprawdę rozsądny. Wywołuje się przez wybór zdjęć w aplikacji, a wysyłka jest kurierem.

Sztyft z filtrem SPF 50

Mój wyjazdowy hit. Wkładam go do torebki/plecaka, nie zajmuje dużo miejsca i nie rozleje się. Jeśli czuję, że gdzieś słoneczko mnie przypieka (na pewno znacie to uczucie, gdy promienie dają się we znaki w JEDNYM miejscu, jakby słońce postanowiło skupić się tylko na tych trzech centymetrach kwadratowych) smaruję się nim, pozostawia warstwę i natychmiast przestaje piec. Rewelka dla osób z tatuażami (które trzeba wyjątkowo chronić przed promieniowaniem) i… z dziećmi – wystarczy jeden ruch i newralgiczne miejsce jest chronione. Mega przydatna i niedoceniana rzecz. Sama używam SVR od kilku wyjazdów i polecam kupno zwłaszcza teraz, bo w sezonie wakacyjnym jest drożej.

Butelka termiczna z mapą

Po pierwsze, taka butelka trzyma zarówno ciepło, jak i zimno – możecie wykorzystywać ją zarówno zimą, jak i latem. Po drugie, pozwala ograniczyć zużycie plastiku – warto zabrać ją na wszelkie wyjazdy i zamiast prosić w barze o kolejny kubeczek, poprosić o nalanie do butelki (woda/drink/sok/cokolwiek nie staną się przy okazji ciepłą zupą po kilku minutach). Podrzucam link do butelki z grawerem mapy, którą testowałam w Bułgarii.

Comments are closed.