Turystyczne hieny

Na pewno słyszeliście o metodzie okradania starszych osób “na wnuczka”. Złodzieje bazują na najprostszych uczuciach i emocjach- trosce, lęku i łatwowierności. Można okraść kogoś wyrywając mu na ulicy torebkę z ręki, można także wykorzystać jego słabość. Zwłaszcza w trudnych czasach.

Nie czarujmy się, specustawa doprowadziła do furii wielu klientów biur podróży. Według zapisów, rozwiązane umowy z organizatorami wakacji uprawomocnią się dopiero za pół roku. Oznacza to, że zwrot należnych środków na rezerwacje anulowane przez biura podróży (przypadające w czasie zamknięcia granic) oraz rezygnacje klientów (także z potrąceniami zgodnymi z warunkami uczestnictwa) odbędzie się do 14 dni po wygaśnięciu umowy, ale… za pół roku.

Wszystkie poświęcone podróżom fejsbukowe grupy zaczęły płonąć. Nie dziwię się temu pożarowi, ponieważ klienci mają ulokowane u organizatorów tysiące złotych, które wielokrotnie stanowią oszczędności kilku lat. Pamiętam moje wczesne podróże- jeszcze z mamą, która zbierała fundusze na nasze wyjazdy miesiącami, odmawiając sobie wielu rzeczy. Taka postawa uczy szacunku do pieniędzy i pracy- czasami wydaje mi się, że mam tego w nadmiarze, bo jestem zła, że jedynym ratunkiem dla polskiej turystyki jest blokada pieniędzy klientów, ewentualnie “przewalutowanie” ich w voucher.

O tym, gdzie są pieniądze klientów biur podróży pisałam TUTAJ.

Branża turystyczna, do tej pory syta i szczęśliwa, była niemal pozbawiona żerujących na klientach firm. Owszem, zdarzali się pseudo organizatorzy działający bez zezwoleń, ale stanowili oni promil turystycznych podmiotów, darknet, wyjątek. Dzisiaj potwory wychodzą z szafy. Na podłączonej do respiratora turystyce zaczęły żerować hieny, wykorzystując rzeszę zmartwionych, przerażonych i zdenerwowanych klientów.

Coraz częściej obserwuję w grupach wakacyjnych i podróżniczych, wpisy osób lub podmiotów gospodarczych dotyczących pomocy w odzyskaniu ulokowanych u organizatorów pieniędzy. Codziennie pojawiają się nowe posty i ogłoszenia, a do grupowiczów wysyłane są wiadomości prywatne. Obietnicom, zapewnieniom i zobowiązaniom nie ma końca. “Odzyskamy Twoje pieniądze”, “Już niebawem otrzymasz zwrot”, “Pomożemy z przyspieszeniem spłaty”- te słowa to prawdziwy miód na serce i pokarm dla duszy wszystkich zdesperowanych klientów. Kto by nie chciał mieć swoje pieniądze już teraz? Kto by nie chciał w tych trudnych czasach odzyskać środki szybciej niż za 194 dni? Propozycja brzmi niezwykle kusząco. Ty odpalasz nam jakąś kwotę, a my szarpiemy się z organizatorem wakacji. Wilk syty, owca cała.

Szkoda tylko, że to taki turystyczny odpowiednik metody na wnuczka. Żerowanie na przerażeniu, nieświadomości, potrzebie pomocy (w tym przypadku uzyskania jej, a nie udzielenia). Przykro mi, ale jest to zwykła próba zarobienia na nieszczęściu innych. To nic innego jak naciągactwo i krętactwo.

Klientów obowiązują na ten moment trzy dokumenty- Warunki Uczestnictwa, Ustawa o usługach turystycznych i specustawa stanowiąca (mówiąc kolokwialnie, to nie tekst prawniczy) łatkę dla Ustawy w trudnych czasach. Nie ma nic ponadto, zza rogu nie wyskoczy Tom Cruise z Indianą Jonesem, którzy będą mieć magiczny sposób na wyciągnięcie pieniędzy z ukrytego w podziemiach siedziby organizatora sejfu. Organizatorzy doskonale zdają sobie sprawę z mocy (i niemocy) wymienionych wyżej dokumentów- wszystkie firmy turystyczne mają prawników, adwokatów, sztaby kryzysowe i są w stałej współpracy z organami państwowymi. Gdyby w prawie były w tym momencie znaczące luki pozwalające na działanie “odzyskiwaczy” to pozwy klientów wykończyłyby branżę szybciej niż koronawirus.

Zapytałam osobę ogłaszającą się w ten sposób na forum, jak wygląda odzyskiwanie pieniędzy dla klientów. Skoro ja, człowiek turystyki, który zjadł zęby na różnych zagadnieniach branżowych, nie znajduję takiej możliwości to jaki jest ich trik. Pani stwierdziła, że pomagają w komunikacji z organizatorem. To ciekawostka, bo w komunikacji z organizatorem może pomóc każdy doradca turystyczny i specjalista w biurze, a ich obsługę macie w pakiecie z rezerwacją.

Cóż innego miała odpisać? Bolesna prawda jest taka, że jeśli te firmy nie wypłacą klientom pieniędzy z własnej kieszeni, a po 194 dniach nie odzyskają jej, to w żaden sposób nie przyspieszą wypłaty. Gdyby można było cokolwiek w tej materii przyspieszyć, doradcy w biurach stanęliby na uszach by tak się stało- w końcu to my jesteśmy na pierwszej linii frontu i to my walczymy o zaufanie klientów (które teraz będzie bardzo nadszarpnięte).

To mój apel do Was, klienci. Sytuacja jest ciężka- wiem, że Wasze ciężko zarobione pieniądze są zablokowane na pół roku, ale nie pozwólcie oszustom działać. W branży turystycznej nikt nie chce Waszej krzywdy, bo doskonale wiemy, że dzięki Wam funkcjonujemy. Firmy, które szumnie oferują swoją pomoc to w znakomitej większości hieny, które nie mają do zaoferowania nic prócz fałszywej nadziei o wartości kilkuset złotych.

komentarze 3

  1. Szkoda, że w momencie kiedy cały świat próbuje jakoś ogarnąć co się dzieje, linie lotnicze i hotele walczą o przetrwanie, i cała branża turystyczna zastanawia się, co będzie jutro, to zawsze znajdują się na świecie jakieś hieny, które próbuja zarobić na naiwności i nieszczęściu innych.

    W sumie to rozumiem, że ludzie są przerażeni i sfrustrowani, bo po pierwsze wirus a po drugie nie mogą pojechać w wymarzoną podróż, ale każdemu myślącemu konsumentowi powinna się w tym momencie zapalić czerwona lampka i powiedzieć takiemu pośrednikowi – okej, fajnie, że chcesz mi pomóc z odzyskaniem pieniędzy ale dostaniesz zapłatę dopiero jak ja dostanę zwrot w przeciagu np dwoch tygodni….

  2. Świetny artykuł. W punkt. Ale proszę mi powiedzieć – co jest powodem tego, że ten Klient (potencjalny Turysta) jest przerażony?? Przecież swoje pieniądze odzyska, wcześniej czy później. Te pieniądze, na które czeka, nie były odłożone na produkty pierwszej potrzeby – na mleko, chleb czy lekarstwa. To były pieniądze służące relaksowi, rozrywce. Bez rozrywki można żyć. Bez relaksu trudniej, ale z braku innych możliwości można znaleźć wypoczynek nawet w lesie. Więc o co w tym chodzi?
    Dlaczego ten tłum potencjalnych turystów jest tak roszczeniowy i wściekły? Brak wakacji to nie koniec świata.
    OK, jasne, rozumiem ludzi, którzy chcą odzyskać pieniądze bo przez epidemię ich stopa życiowa się obniżyła, może stracili pracę, może nie mają na kredyt. Ale ile jest takich osób? Jaki to procent wśród rzeszy osób, które nie wyjechały na wczasy? Myślę, że niewielki.
    Czasami mam wrażenie, że żyjemy w jakimś Matrixie…

    • Odzyska albo nie odzyska, raczej później niż wcześniej, jak dostanie woucher do wykorzystania w przyszłym roku, to nie ma gwarancji, że firma nadal będzie istnieć.
      Myślę, że stopień zdenerwowania jest proporcjonalny do ilości już wpłaconych pieniędzy. Załatwiałem swój wyjazd na Wrzesień jeszcze w zeszłym roku, w sumie mam zamrożone 30% ceny i się nie denerwuję – gdybym jednak zapłacił całość lub np. 80%, to bym się wściekał i chciał jak najszybszego zwrotu.
      Na przyszłość rozwiązaniem byłoby pobieranie zaliczek nie większych niż 10% przy rezerwacji, a płatność reszty jak najpóźniej – np. 1-2 tygodnie przed wyjazdem. Wtedy ewentualne straty byłyby minimalne, więc i powodów do nerwów by nie było.
      Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt – mimo wszystko.