Wycieczki fakultatywne w Omanie Salalah

Pobyt w Omanie warto wzbogacić o którąś z wycieczek fakultatywnych oferowanych na miejscu. Podpowiadam, którą warto wybrać.

OBSERWACJA DELFINÓW

Wycieczka ma formę kilkugodzinnego rejsu podczas którego uczestnicy będą mieli okazję podziwiać piękno omańskiego wybrzeża oraz przy odrobinie szczęścia- wspomniane w nazwie wycieczki delfiny.Rejs odbywa się jednostką stylizowaną na tradycyjne łodzie dhow lub nowoczesną motorówką (w przypadku mniejszej ilości uczestników). Pierwsze delfiny pojawiają się najczęściej tuż przy wyjściu z mariny (Hawana Salalah), następnie udajemy się trasą wzdłuż wybrzeża, które w okolicach miejscowości Taqah przechodzi z miękkiej, piaszczystej plaży w stromy klif. W urokliwej zatoce następuje postój- chętni mogą wziąć płetwy i maski, w które wyposażona jest łódź i razem z opiekunem popłynąć odkrywać ciekawe miejsca podwodnego świata. W drodze powrotnej często widzi się większe stada delfinów- ja byłam wyjątkowym szczęśliwcem, ponieważ stado, które akurat żerowało na trasie liczyło ok. 100 delfinów. Należy pamiętać, że takie okazje zdarzają się niezmiernie rzadko i na ogół podczas wycieczki widuje się od 10 do 30 delfinów.

Moja ocena: Rejs jest, delfiny są. Należy pamiętać, że wszystko zależy tu od matki natury- nikt nie da gwarancji, że delfiny i żółwie zjawią się dokładnie w tym samym miejscu i o tej      samej porze, jak nasza łódź. Należy mieć świadomość, że obserwowane w trakcie wycieczki zwierzęta sa dzikie i nie przypływają do danego punktu aby zrobić show dla turystów z Polski. Do historii tej destynacji przeszła reklamacja jednego z klientów, który żądał 66% zwrotu poniesionych kosztów za wycieczkę, ponieważ na spotkaniu informowano, że stado liczy 33 delfiny, a do łodzi podpłynęło 11.

Co zabrać: Obowiązkowo krem z wysokim filtrem i nakrycie głowy!

Na łodzi jest dostępna woda dla uczestników oraz sprzęt do nurkowania.

 

WSCHODNI I ZACHODNI SALALAH

Ta wycieczka to miks życia codziennego mieszkańców Dhofaru, zabytków oraz piękna natury. W miejscowości Taqah odwiedzamy zabytkowy fort z którego roztacza się niesamowita panorama okolicy oraz grób matki sułtana Qabusa. Po drodze można przyjrzeć się jak mieszkają i żyją Omańczycy. Kolejnym przystankiem są ruiny starożytnego miasta Sumhuran- niegdyś tętniącego życiem portu z którego wypływały obładowane kadzidłem statki handlowe. Ciekawym doświaczenie jest oderwanie od wysuszonych, pustynnych terenów- Ain Razat ze szmaragdowym źródłem to oaza zieleni, a przylegająca do niej grota stanowi jedną z najpopularniejszych weekendowych miejscówek w okolicy. Choć na ogół obiad w trakcie wycieczki to szybkie przełknięcie wątpliwej jakości jedzenia, tak w przypadku tej wycieczki warto celebrować ten posiłek, bowiem spożywamy go w restauracji w górach z widokiem na Salalah. Zwiedzanie wieńczy wizyta na spektakularnej plaży Mughsail- szerokiej, piaszczystej i właściwie bezludnej. Jest to świetna okazja by zaobserwować jaki stosunek mają mieszkańcy do plaż, czyli elementu, który przyciąga do ich kraju większość turystów. Dla przeciętnego Omańczyka plaża to miejsce szalonego szusowania jeepem lub weekendowych rodzinnych spotkań przy grillu. W morzu kąpią się niemal wyłącznie dzieci.

Moja ocena: Dobra krajoznawcza wycieczka pozwalająca na poznanie ciekawych miejsc i lokalnej kultury. Nie jest to  wycieczka, który wzbudziła mój zachwyt, ale dała pojęcie, jak wygląda życie przeciętnego Omańczyka- jakie zabytki regionu są dla niego ważne, gdzie spędza swój czas wolny, jak mieszka, jaki ma stosunek do pochówku.

Co zabrać: polecam krem z filtrem, kobiety obowiązkowo spódnice za kolano i zasłonięte ramiona.

 

 

GÓRSKIE SAFARI

Wyprawa jeepami w góry. Po drodze do górskich wiosek wizyta w kilku punktach widokowych z niesamowita panoramą wybrzeża oraz… hałd śmieci, ponieważ rezydujący tu weekendami Omańczycy nie wyrzucają, lecz porzucają „pamiątki” swojej bytności. Następnie udajemy się krętymi drogami na większe wysokości, w trakcie wycieczki zatrzymujemy się przy miejscu, gdzie pośród pasących się wielbłądów przewodnik pokazuje, że w tak wymagającym do życia kraju, Omańczycy nauczyli się wykorzystywać do maksimum to, co daje im natura. W tym przypadku są to… wielbłądzie odchody, które mają niesamowitą moc i długość palenia się. W trakcie wycieczki zobaczymy także niesamowitą różę pustyni, czyli roślinę, która mimo trudnych warunków kwitnie w niesamowity sposób. Pojedziemy także do Taiq Sinkhole, czyli ogromnego zagłębienia skalnego. Kulminacyjnym momentem wycieczki jest obiad w Wadi Darbat- rajskiej dolinie, w której od słońca chronią liczne drzewa, a w wodzie okresowej rzeki spacerują wielbłądy.

Moja ocena: Wynudziłam się jak mops. Bardzo nie lubię wycieczek w trakcie których jestem co 15 minut wyrzucana z auta/autobusu/jeepa by trzasnąć foto i jechać dalej. W trakcie całej wycieczki nie opuszczało mnie wrażenie chaosu i braku pomysłu na połączenie wszystkich elementów w całość.

Co zabrać: Przede wszystkim przekąskę, ponieważ od momentu wyjazdu do obiadu w Wadi Darbat upłynie sporo wody, a na trasie nie m lokalnych Orlenów z hot dogami. 😉 Polecam wzięcie czegoś z dłuższym rękawem, ponieważ w wyższych partiach może być chłodniej.

 

ZAGINIONE MIASTO UBAR I RUB AL KHALI

Wycieczka jeepami na największą piaszczystą pustynię świata. Ok. dwugodzinny przejazd w kierunku ogromnej piaskownicy- po drodze mijamy stada wielbłądów oraz pojedyncze wioski, dalej zjeżdżamy z drogi i zaczyna się szaleństwo po większych i mniejszych wydmach. Punkty widokowe znajdują się na szczytach sporych wydm. Po pustynnym rollercoasterze w trakcie którego jeepy potrafią zagrzebać sie w piasku do tego stopnia, że uuczestnicy muszą pomagać je wykopywać, przejazd do wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ruin miasta Ubar. Po krótkim spacerze zostajemy przewiezieni na plantację kadzidłowca, gdzie przewodnik naświetla historię oraz znaczenie tego najważniejszego z symboli Omanu. W drodze powrotnej przystanek na obiad.

Moja ocena: Jeśli macie fundusze na jedną wycieczkę fakultatywną- koniecznie kupcie tę! Nawet jeśli byliście na pustyni w Tunezji, Egipcie czy Maroku- jedźcie koniecznie, bo Rub Al Kkhhai to królowa pustyni! To, co tam zobaczyłam i czego doświadczyłam zostanie w mojej pamięci na zawsze. Mimo kilku wizyt na różnych pustyniach, właśnie tu ma się poczucie ogromu, bezkresu, niczym nieograniczonej przestrzeni. Przetaczający się przez wydmy wiatr huczy, uderza, zwala z nóg. Warto wybrać się na tę wycieczkę choćby dla doświadczenia tej przytłaczającej wielkości. Miasto Ubar, choć szumnie nazwane zaginionym to ruiny jakich wiele, za to plantacja kadzidłowca przepięknie spina tę wycieczkę, niczym klamra tematyczna. Bo Oman to z jednej strony pustynia, a z drugiej- życie, które tętni w kadzidłowcu mimo niesprzyjających warunków.

Co zabrać: krem z filtrem, krem z filtrem i jeszcze krem z filtrem. Obowiązkowo nakrycie głowy. Aha, czy wspominałam o kremie z filtrem?

Dokładną recenzję przeczytacie TUTAJ

 

SALALAH CITY TOUR

Wycieczka występuje w dwóch wersjach- porannej i popołudniowej. W drodze do centrum Salalah rozpoczynna się barwna opowieść o losach tego miasta oraz spotkanie  z jej najważniejszymi punktami: rezydencją rodziny sułtana, sułtańskimi stadninami oraz wieżą zegarową będącą jednym z symboli miasta. Pierwszym punktem wysiadkowym jest Meczet Sułtana Qabusa, który nie będzie niczym odkrywczym dla każdego, kto był w jakimkolwiek państwie muzułmańskim, za to daje obraz z jakim namaszczeniem traktuje się tutaj sułtana. W trakcie niektórych wycieczek można wejść do środka meczetu. Nieopodal meczetu znajduje się Pałac Sułtana, który ogląda się jedynie z zewnątrz.

Punktem na trasie, któremu poświęca się najwięcej czasu jest lokalne Muzeum Kadzidła- placówka ciekawa zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Na dziedzińcu, rośnie kadzidłowiec, który stanowi doskonały wstęp do snucia historii tego niezwykłego kraju. Muzeum składa się z dwóch sal- jedna z nich dotyczy historii tego regionu- kultury, rzemiosła, ludu, druga natomiast poświęcona jest związkom Omanu z morzem. Odwiedziny w muzeum rzucają zupełnie nowe światło na ten region. Przede wszystkim, okazuje się, że Oman to nie tylko piasek i wielbłądy, a zalążki państwowości i „biznesu” kształtowały się tutaj w czasach, gdy nasi przodkowie ganiali z dzidą po lasach. Wizytę dopełnia wizyta w ruinach Al Baleed- pierwszego organizmu miejskiego, który istniał na tych terenach. Z muzeum przejeżdżamy spektakularną drogą wzdłuż plantacji wysokich kokosowych palm. Następuje krótki postój na spróbowanie wody kokosowej pitej prosto z kokosa otwieranego na naszych oczach jednym zamaszystym uderzeniem wielkiego noża. Dalej jedziemy oddać się zakupowemu szaleństwu na lokalnym souku. Nie liczcie jednak na gąszcz uliczek i powierzchnię niczym na kairskim Khan El Khalili. Stoisk jest kilkadziesiąt i specjalizują się głównie w kadzidle (i wszystkim co z kadzidłem związanym).

Moja ocena: Można tę wycieczkę zrobić samemu- tylko po co? Nie jestem fanką wycieczek fakultatywnych typu city tour, jednak w tym wypadku przyznaję bez bicia- Salalah jest bardzo rozlanym miastem o nieregularnym zabudowaniu, niekoniecznie dobrze oznaczonym. Ponadto, publikacji o Omanie jest na polskich rynku wydawniczym niewiele (TUTAJ znajduję się recenzja jedynego polskojęzycznego przewodnika), a zwiedzając miasto samemu można odnieść mylne wrażenie, że „nic tu nie ma”. Gadająca głowa w postaci przewodnika jest jak najbardziej przydatna i uzasadniona.

Co zabrać: kobiety obowiązkowo spódnice minimum za kolano plus bluzki zakrywające ramiona, bez dekoltów, mile widziana chusta.

 

KARAIBY ORIENTU

Trasa wycieczki realizowana jest jeepami. Pierwszy etap podróży uświadamia jak dużym i rozlanym wzdłuż wybrzeża oceanu miastem jest Salalah. Pierwszym przystankiem na trasie jest Ain Sahalnoot, czyli szmaragdowe źródło, będące jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc ww Dhofarze (zwłaszcza w trakcie pory deszczowej, czyli khareef). Po opuszczeniu zielonej oazy czeka nas droga przez miasto- Salalah zaskakuje wielkością i różnorodnością, mijając rogatki miasta wjeżdżamy na przepiekną malowniczą trasę położoną wzdłuż plaży Mughsail. Droga ta, podatna na zniszczenia, gdy po obfitych opadach w głębi kraju woda z impetem spływa w dół, przeciętnie co kilka miesięcy jest odbudowywana i poddawana renowacjom. Koło plaży przystanek koło małej wioski i meczetu- po chwili na zdjęcia, ruszamy na malowniczy płaskowyż, w którym zatrzymujemy się dwa razy- w punkcie widokowym z panoramą Mughsail oraz ukrytej wśród skał rajskiej plaży oraz w miejscu, gdzie serpentyna drogi wije się wśród potężnych skał- tu najwyraźniej widać ile pracy Omańczycy musieli włożyć (lub ile kasy musieli wydać) na ujarzmienie tego dzikiego krajobrazu.

Kulminacyjnym punktem wycieczki jest droga na rajską plażę Fazayah. W trakcie zjazdu krętą drogą jeepy zatrzymują się przy roślinach zwanymi różami pustyni oraz przy pasących się wielbłądach.

Czas wolny na plaży Fazayah to okazja by zobaczyć, że Oman nie bez powodu okrzyknięty został mianem Karaibów Orientu. Fazayah to iście karaibska plaża- biały, pudrowy piasek, turkusowa woda i… zupełny brak ludzi. Kwintesencja raju.

W drodze powrotnej przystanek na obiad.

Moja ocena: Wycieczka bez polskojęzycznego przewodnika zdecydowanie nie byłaby farta ta zaporowej kwoty. Widoki i miejsca- niezwykłe i nietuzinkowe, jednak do „ogarnięcia” samemu autem. Tak naprawdę bezcenny jest tu komentarz przewodnika, który „robi robotę”. Bez niego Ain Sahalnoot byłoby turkusowym jeziorkiem, meczet przy Mughsailu kolejną muzułmańską świątynią, a serpentyny dróg następnym etapem podróży.

Dokładną relację z wycieczki znajdziecie TUTAJ

Co zabrać: część pierwsza wycieczki- obowiązkowo spódnica za kolano dla pań plus zakryte ramiona. Część druga- stroje kąpielowe, ręczniki, kremy z filtrem. Weźcie ze sobą przekąski- na Fazayah byłam głodna, a Oman to nie bałtyckie plaże- nie ma gdzie kupić jedzenia, krzyczących facetów z jagodziankami brak. 🙂

 

 

 

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*